Podczas ostatnich dni niewiele czasu miałam na testowanie zapachów, jeszcze mniej zaś na pisanie o nich, skutkiem czego na blogu powstało dające się zauważyć zaniedbanie. Nie to, niedługo wracam do opowiadania. Przynajmniej na jakiś czas.
Dzisiejsza historia będzie przestrzenna i lekka niczym lot jaskółki. Wysnuła się sama, spontanicznie i samorodnie z zapachu tak subtelnego i eterycznego jak esy floresy kreślone na wiosennym niebie przez małego ptaszka o wygiętych skrzydłach, ciemnych i ostrych jakby naszkicowanych rapidografem przez chińskiego mistrza rysunku. Spisując ją teraz, w czasie kradzionym innym zajęciom, pilnym i niezbędnym spostrzegam, że brakowało mi opowiadania o zapachach. I szczęśliwa jestem, że odczuwam tą lukę.
Dzisiejsza historia będzie przestrzenna i lekka niczym lot jaskółki. Wysnuła się sama, spontanicznie i samorodnie z zapachu tak subtelnego i eterycznego jak esy floresy kreślone na wiosennym niebie przez małego ptaszka o wygiętych skrzydłach, ciemnych i ostrych jakby naszkicowanych rapidografem przez chińskiego mistrza rysunku. Spisując ją teraz, w czasie kradzionym innym zajęciom, pilnym i niezbędnym spostrzegam, że brakowało mi opowiadania o zapachach. I szczęśliwa jestem, że odczuwam tą lukę.

