Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieperfumeryjnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieperfumeryjnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

Wakacyjna włóczęga: szlakiem gotyckich katedr

W Luksemburgu nas okradziono.
Niski, szczurowaty wyrostek w ciemnych okularach- lustrzankach, z wyglądu Cygan, może Rumun. Równie dobrze mógł być Polakiem. Wyrwał mi torebkę i zniknął gdzieś w tłumie gapiów i turystów ciągnących pod pałac książęcy.
Zabawne, trzeba było jechać aż do Luksemburga by dać się okraść, po raz pierwszy w życiu spędzanym i przeżywanym w Polsce. Przyjmujący zgłoszenie policjant wydawał się być lekko obrażony, my też czuliśmy zakłopotanie, w tym małym, wypucowanym niemal mikropaństweku, dostatnim i bardzo cywilizowanym skansenie monarchii w środku ultrademokratycznej Europy obcokrajowcy z dzikich wschodnich rubieży winni okradać a nie być okradanymi.
Naturalny porządek rzeczy zachybotał się na glinianych nogach.


sobota, 31 sierpnia 2013

Wakacyjna włóczęga: Paryż

Na dobrą sprawę nie wiem czego się spodziewałam po Paryżu. Światła i kolorów impresjonistów? Absyntowych majaków? Klimatu z niezwykłych fotografii Brassai? Mgieł znad Sekwany?



niedziela, 25 sierpnia 2013

Wakacyjna włóczęga: Rothenberg

W 1631 roku, podczas wojny trzydziestoletniej wojska hrabiego von Tilly oblegały małe bawarskie miasteczko. Legenda głosi, że gdy próbujący zdobyć warowne miasto generał usłyszał kurant z wieży ratusza obiecał, że jeśli którykolwiek z mieszkańców zdoła wypić podczas trwania tego dźwięku galon wina gród zostanie oszczędzony. Bohaterski mieszanin podjął wyzwanie i wypił prawie cztery litry trunku pośpiesznym duszkiem. Von Tilly dotrzymał słowa i Rothenburg ob der Trauber po dziś dzień winem czci w każdą rocznicę ocalenia miasta.

sobota, 10 sierpnia 2013

Wakacyjna włóczęga: Drezno, Norymberga




Dziś po południu wyjeżdżacie do Drezna, które jest podobno pięknym miastem. Nie będziecie siedzieć w kojcu, tak jak my. Pojedziecie tam, gdzie toczy się normalne życie i jedzenie jest niewątpliwie bardziej urozmaicone niż tutaj. Jeśli mogę wtrącić kilka słów o sobie, to od pięciu lat nie widziałem już drzew ani kwiatów, kobiety ani dziecka, psa ani kota, lokalu rozrywkowego ani człowieka wykonującego jakąkolwiek użyteczną pracę.
Nawiasem mówiąc, bombami nie musicie się przejmować. Drezno jest miastem otwartym. Nie jest bronione, nie ma przemysłu zbrojeniowego ani znaczniejszej koncentracji wojsk.


poniedziałek, 31 grudnia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku!



W Nowym Roku serdecznie życzę Wam nigdy nie wyczerpujących się flakonów perfum, wielu marzeń zapachowych i bezwonnych, butów siedmiomilowych, lampy Alladyna a nade wszystko pomyślności i miłości.  
Szampańskiej zabawy.


Zdjęcie pochodzi z http://www.goodfon.com

piątek, 31 sierpnia 2012

Wakacyjna włóczęga: Wiedeń ...i niespodzianka.

Oto Wiedeń, stary dziwak. Rozsiadły na obu brzegach Dunaju, pocięty kanałami, rozległy, poważny, zamożny, nobliwy przypomina podstarzałego już ale nieskazitelnie eleganckiego gentlemana, który, odziany w nienagannie odprasowany garnitur kroju, który retro był już pół wieku temu w kawiarni o wykładanych ciemną boazerią ścianach, nad filiżanką Wiener Melange i Apfelstrudlem duma o przeszłości. Pewność swego kroku woli wspierać na lasce o rączce inkrustowanej słoniową kością, skronie przysypała mu już siwizna, olśniewająco biały, sztywny od krochmalu kołnierzyk wbija się bezlitośnie w wiotki podbródek ale jego pamięć wciąż jest żywa a serce, któżby pomyślał, młode.

środa, 29 sierpnia 2012

Wakacyjna włóczęga: Serbia


Kiedy po raz pierwszy odwiedziłam Serbię, dziesięć albo jedenaście lat temu, na całych połaciach tego kraju wszystkie budynki były właśnie wznoszone albo wprost lśniły od nowości. Owa budowlana gorączka, widoczne zniszczenia oraz kontyngenty KFOR-u były świadectwami niedawnej wojennej zawieruchy. Teraz Serbia zdaje się być normalnym europejskim krajem, niedawne rany zabliźniły się. Prawie.


Zniszczony podczas bombardowania NATO szpital stoi niemal w samym centrum Belgradu jak memento. Mogę sobie tylko wyobrażać dlaczego nie został odnowiony lub wyburzony. Ku pamięci? Ku przestrodze?
Choć tłumy młodych ludzi tłoczące się wokół straganu oferującego militaraia i gadżety nacjonalistyczne chyba nie biorą sobie tej przestrogi zbyt głeboko do serca. 
Wiedzą swoje.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wakacyjna włóczęga: Bułgaria

Panoramy Rodopów niestety mnie ominęły, do Sofii dotarliśmy późno w nocy. Zamiast pięknych górskich widoków widziałam pożar, który trawił lasy w pobliżu mniej więcej w połowie drogi do bułgarskiej stolicy. Jęzory ognia lizały pnie drzew, iskry strzelały wysoko aż do koron, płomienie rozświetlały drogę, światło kładło się długimi cieniami na naszych twarzach zniekształcając rysy i zmieniając nas w postacie z obrazów Boscha powietrze pełne było kłębistego dymu, który, mimo wciąż działającej klimatyzacji na sługo wypełnił wnętrze samochodu i nasze płuca wonią żywicy, palonego dymu i popiołu.

Wakacyjna włóczęga: Istambuł, część trzecia

Turcja kojarzyć mi się będzie z jajkami na twardo. Od pięciu dni z uporem godnym lepszej sprawy serwuje się nam jajka na śniadanie, w ramach stołu szweckiego.  A menu jest tak bogate, że wybór sprowadza się właściwie do tego: wziąć jajka czy ich nie wziąć.



W hotelu nikt nie mówi po angielsku. Ani po francusku ani po niemiecku ani po czesku rosyjsku. Do wyboru jest tylko język turecki albo komunikacja ikonograficzna albo migowa. Narzeka się na Polaków, że nie znają języków obcych, to wierutna bzdura. W porównaniu z Rumunami, Węgrami, Bułgarami, Grekami, Turkami znamy wyśmienicie języki obce, mało który człowiek zapytany na ulicy o drogę w kilku językach rozłoży ręce bezradny bo nie zrozumie pytania. Tu zdarza się to nieustannie. Powinnam była zaopatrzyć się w bardziej szczegółową mapę.

piątek, 24 sierpnia 2012

Wakacyjna włóczęga: Istambuł, część druga


Jakaś starsza Turczynka zaczepiła mnie dziś przed Muzeum Archeologicznym. Mówiła do mnie coś szybko i niezrozumiale a dostrzegłszy moją konsternację przeciągnęła dłonią wzdłuż mojego nagiego ramienia po czym z zachwytem i aprobatą ucałowała własne palce. Zaraz potem zniknęła w gęstym tłumie a ja wciąż zastanawiam się czy spodobał jej się mój letni strój, czy zadziwił wzrost czy też estymę wzbudziła jasna, starannie chroniona przed słońcem karnacja. A może chodziło jej o coś zupełnie innego?

środa, 22 sierpnia 2012

Wakacyjna włóczęga: Istambuł, część pierwsza


Istambuł jest szalony. Brzmi to jak frazes ale naprawdę trudno znaleźć inne słowo, które opisałoby naturę tego rozpiętego między Europą a Azją, ogromnego, piętnastomilionowego miasta. Choć przecięte wpół Bosforem, geograficznie należy do obu kontynentów jego charakter jest azjatycki a właściwie arabski. Przypomina bardziej Algier, gwarny, zatłoczony, głośny niż europejską metropolię. Od Bosforu wieje lekka, słona bryza, miesza się z kłębami dymu z barów i obwoźnych garkuchni serwujących pieczoną kukurydzę, kasztany, ryby.Zakorkowane do granic możliwości ulice ryczą klaksonami, tłumy mieszkańców i turystów tłoczą się na chodnikach i jezdniach dodatkowo tamując ruch, liczne busiki kursujące pomiędzy dzielnicami Stambułu zatrzymują się na wezwanie, nieważne gdzie uliczni sprzedawcy nawołują, zachwalają towar a kupić od nich można wszystko- od ostryg dopiero co wyłowionych z Morza Czarnego, przepysznych przez wszystkie rodzaje ubrań, zegarki, zabawki aż do podróbek Euphorii i Dolce Vity.

niedziela, 19 sierpnia 2012

Wakacyjna włóczęga: Rumunia


Granicę rumuńską przekroczyliśmy nocą. Opóźnienie z granicznego przejścia nadrabialiśmy na trasie gnając z nieprawdopowopodobną prędkością po marnych, nieoświetlonych drogach. Kierowcy drętwiały nadgarstki zaciśniętych na kierownicy rąk mnie bolały wytężone od wpatrwania się w światłą jadącego przed nami samochodu i wypatrywania znaków oczy. Przybycie do Rumunii to ulga. Po zaniedbanej, stojącej biedą i ugorem Ukrainie obsiane rumuńskie pola, zadbane sady i winnice sprawiają, że znów można wierzyć, że istnieje coś poza ruiną, dewastacją i beznadzieją.

piątek, 17 sierpnia 2012

Wakacyjna włóczęga: Lwów

Lwów to miasto kontrastów: na brukowanych kocimi łbami, dziurawych, zniszczonych ulicach pamiętających świetnie czasy Rzeczpospolitej i pewnie od tych czasów nie odnawianych jeżdżą luksusowe SUV- y i stare, trzymając się tylko na słowo honoru pojazdy, których marek nie znam i które nie są już pewnie produkowane dłużej niż ja jestem na świecie.
Na wyboistych, przypominających tor przeszkód chodnikach klęczą żebrzące kobiety w chustkach na głowach, zniszczone pracą, czasem i rozczarowaniem, obok przechodzą  stąpając ostrożnie na niebotycznie wysokich szpilkach piękne młode dziewczyny w kosztownych ubraniach od japońskich projektantów.

wtorek, 14 sierpnia 2012

10 Pytań, część druga

Ten TAG pojawia się na blogu już po raz drugi, i to w odstępie kilkunastu zaledwie dni od czasu, gdy odpowiadałam na inny zestaw pytań przekazany mi przez Tovę. Ponieważ jednak zaproponowany przez Sabbath zestaw pytań jest arcyciekawy każde zaś otagowanie mnie traktuję jako zaszczyt i wyróżnienie nie mogłam się oprzeć. Dziś więc druga część zabawy w Dziesięć Pytań.
Sabbath, dziękuję przeogromnie za zaproszenie i wszystkie miłe słowa.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

10 Pytań, część pierwsza

Tova z Blogmoniszona zaprosiła mnie do kolejnej TAG'owej zabawy, serdecznie dziękuję za pamięć!
Do dzieła przystąpiłam bezzwłocznie- a oto rezultaty:

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Światowy Dzień Książki

Dziś 23 kwietnia, Światowy Dzień Książki. To data śmierci Cervantesa i Szekspira a urodzin Nabokova i Kessela nic więc dziwnego, że UNESCO tą właśnie datę wybrało by fetować i promować czytelnictwo i twórczość w dziedzinie literatury.
Pomysł na zabawę, do której chciałabym Was zaprosić zamigotał mi w głowie wczesnym rankiem gdy szykowałam się do pracy słuchając Dwójki. Redaktor prowadzący poranną audycję zachęcał słuchaczy do przesłania mailowo listy pięciu najważniejszych dla nich książek, wraz z krótkim uzasadnieniem dlaczego wybrali te właśnie. Wybrane odpowiedzi miały zostać nagrodzone, oczywiście zestawami książek.
Ja nagród nie przewiduję ale bardzo miło będzie mi poznać najważniejsze dla Was dzieła literackie i dowiedzieć się dlaczego akurat te utkwiły tak mocno w Waszej pamięci, sercu, myślach, świadomości. Odpowiedzi radiowych słuchaczy były najróżniejsze, obejmowały literaturę wszystkich prawie epok, kultur, kierunków literackich. Bardzo ciekawa jestem czy upodobania blogerów są podobnie różnorodne.
Chciałabym nieco zmodyfikować radiową zabawę i poprosić o podanie nie pięciu a sześciu książek- spowodowane jest to klasyczną prywatą, nijak nie mogłam zamknąć mojego rankingu w pięciu pozycjach, ogromnej dyscypliny wymagało ograniczenie się do sześciu. Ja moją listę układałam mozolnie w głowie podczas całej, prawie godzinnej drogi do pracy. Śpieszę więc, by się nią z Wami podzielić zastanawiając się jednocześnie czy dla Was będzie to łatwe zadanie.

niedziela, 22 kwietnia 2012

David Watkin& King's Consort: Vivaldi- The Complete Cello Sonatas

Myślisz, że znasz muzykę Vivaldiego? Pomyśl. Na pewno znasz. A teraz pomyśl drugi raz. Byłam przekonana, że całkiem nieźle rozeznana jestem w twórczości tego kompozytora do chwili, gdy w ręce moje i uszy trafiły jego sonaty na wiolonczelę. Nie wiemy dokładnie ile Vivaldi ich napisał, do naszych czasów ocalało dziewięć. To wspaniałe dziedzictwo, o wiele mniej znane niż, powiedzmy koncerty skrzypcowe o przesławnych Czterech Porach Roku już nawet nie wspominając. Zaskakujące bo sonaty na wiolonczelę wcale nie brzmią jak Vivaldi. Pozbawione charakterystycznej dla tego twórcy barokowej ornamentalistyki, przepychu, bogactwa i muzycznych zdobień, gwałtownych zmian tempa są wyciszone, niemal medytacyjne, harmonijne i przemyślane, chwilami brzmią niemal jak muzyka epoki romantyzmu.

piątek, 6 kwietnia 2012

Misteria Paschalia, dzień drugi i trzeci

Do Krakowa dmiący w górach halny przywiał trochę wiosennej pogody, odrobinę ciepła i słońca. Niestety, mnie przywiał także ból głowy, fochy, dąsy i samopoczucie, w którym wyłaziła ze mnie cała wredota i zmierzłość mojego charakteru. Kłóciłam się zawzięcie z Ukochanym Mężczyzną, byłam upierdliwa, podła, małostkowa  a dwukrotnie w ciągu jednego dnia zrywałam z Nim przekonana za każdym razem święcie, że to rozstanie definitywne i poważne oraz absolutnie ślepa na kuriozalność takiego zachowania. Mężczyzna znosił moje humory z godnym podziwu spokojem i wyrozumiałością, przyszło mi na myśl, że widocznie muszę się zachowywać częściej w taki sposób, tak stoicko to znosi, że się, widać, przyzwyczaił.
Ta konstatacja wcale nie poprawiła mi nastroju. 
Na szczęście piękno odmienia a muzyka łagodzi obyczaje.

czwartek, 5 kwietnia 2012

Misteria Paschalia, dzień pierwszy

Kraków nie powitał nas przychylnie. Podła pogoda, awaria samochodu, kwatera, która nijak miała się do tej, którą zamówiliśmy przez Internet i zza której ścianą szalał wariat z wiertarką zbrojną w udar, fatalna informacja turystyczna. Mój Mężczyzna był wściekły, ja chora, pomysł poruszania się po mieście komunikacją poroniony. 
Na szczęście jest aspiryna, taksówki i wiele sposobów na rozładowanie napięcia jakimś cudem zatem udało nam się trafić do Filharmonii Krakowskiej tak by zdążyć na pierwszy koncert tegorocznej edycji Misteria Paschalia.

środa, 21 marca 2012

Yamato- Drummers of Japan

Yamato miałam przyjemność posłuchać na żywo po raz pierwszy w 2005 roku. Choć mieli występować wtedy i w moim mieście na koncert wybrałam się aż do Katowic, do Górnośląskiego Centrum Kultury. Otrzymałam zaproszenie w ramach prezentu urodzinowego i absolutnie nie wiedziałam czego mam się po japońskich bębniarzach spodziewać, mój pociąg w drodze na Śląsk utknął w zaspie śnieżnej zimy a ja siedząc w Warsie nad kolejną paskudną kawą zastanawiałam się jakie mam szanse być w Katowicach na czas i czy ta podróż to aby dobry pomysł.


Długi czas myślałam, że to właśnie moje zaskoczenie, brak oczekiwań, nieświadomość i luki w wiedzy sprawiły, że koncert sprzed siedmiu lat wywarł na mnie takie wrażenie. To, co przeżyłam wczoraj pozwoliło mi zdać sobie sprawę, że znów się myliłam. Jadąc do Poznania bowiem świetnie wiedziałam czego się spodziewać- a moje wrażenie są niesłychanie podobne do tych, które przywiozłam z Katowic przed laty.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...