Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jovoy Paris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jovoy Paris. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lipca 2013

Jovoy Paris: L'Enfant Terrible oraz Les Jeux sont Faits

Naprawdę warto przewąchać letnie nowości z oferty perfumerii Quality. A na szczególną uwagę zasługują, według mnie, zapachy Jovoy. Żaden z pięciu poznanych przeze mnie nie rozczarowuje, nie popada w banał, rażącą wtórność ani tandetę. Co więcej, jest w nich coś takiego, co sprawia, że podobają mi się nawet wtedy gdy mi się nie podobają. Nielogiczne? Tylko pozornie.


wtorek, 23 lipca 2013

Jovoy Paris: Private Label

Ciemność. Wyobraźcie sobie ciemność bezksiężycowej, bezgwiezdnej nocy, czerń osiadającą na ramionach aksamitnym woalem, osiadającą na powiekach. Wyobraźcie sobie postać zagubioną w tym mroku, z dala od świateł miast i gwaru ludzkiej ciżby, w samotności i ciszy. Wyobraźcie sobie jak błądzi po omacku, wyciągając ręce przed siebie próbuje palcami odnaleźć drogę, poczuć dłońmi to, czego widoku odmawiają mu oczy. Białe, błądzące plamy rąk ledwo majaczą w gęstej ciemności, zagubiony człowiek porusza się powoli, rozważnie stawia kroki, noc zdaje się tłumić nawet szelest trawy pod jego stopami. Nagle...
Nagle coś dotyka jego policzka. Muska go miękko, zupełnie bezgłośnie, prześlizguje się po skórze i rozpływa w mroku. Człowiek zamiera wpół ruchu a dreszcz grozy przesuwa mu się chłodem i gęsią skórką wzdłuż kręgosłupa. Bezcielesny, jedwabisty dotyk przez chwilę wydaje się być zapowiedzią ataku, niebezpieczeństwa przyczajonego gdzieś w ciemności.
Nie, postać z ulgą nabiera oddechu w płuca, lżeje napięcie mięśni. To nie zagrożenie, ukryte zło. To tylko zagubiona w mroku ćma.


czwartek, 11 kwietnia 2013

Jovoy Paris: Ambre Premier


Ambre Premier od Jovoy Paris to z pozoru kolejny ambrowiec, urodziwy ale całkiem całkiem normalny, by nie napisać zwyczajny. Ciepły, puchaty, słodki, mocny jak zawiesiste porto, ot nic nowego. Kilku głębokich wdechów i wiele cierpliwości potrzebowałam by zorientować się, że nie jest to pachnidło tak całkiem stereotypowe. Trudno bowiem o pospolitość kiedy stoi się na głowie.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Jovoy Paris: La Liturgie des Heures


Jednymi z moich najwcześniejszych wspomnień są migawki z klasztoru nieopodal Świeradowa. Zapamiętane wzory habitów wskazują na cystersów; miałam wtedy może cztery, może pięć lat. Pamiętam długą drogę skrajem lasu; mnicha, który owijał mnie purpurowym płaszczem biskupim i sadzał na starym, misternie zdobionym klęczniku; pamiętam nieziemskie piękno chorału gregorańskiego, śpiewanej w zabytkowym kościele przez męski chór liturgii godzin. To był pierwszy raz kiedy usłyszałam chorał i chyba wtedy wrosła we mnie tęsknota do obcowania z takim śpiewaniem. Wtedy też po raz pierwszy i jedyny usłyszałam pięknie wykonywane godzinki. Wszystkie inne interpretacje, które znam, nawet te chorałowe grzeszą albo sentymentalizmem, albo egzaltacją, albo fałszem albo naiwnością albo wszystkimi tymi przywarami na raz i nie mają nic wspólnego z monumentalnym, transcendentalnym i nieziemskim pięknem, którego słuchałam jako dziecko w dolnośląskim klasztorze.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...