Pogoda tak paskudna jak ta dziś budzi, chyba nie tylko u mnie, tęsknotę za latem, pewnie nie tylko moją ulubioną porą roku. Ale tęsknię najbardziej nie do wczesnoletnich upałów a do czasu, gdy dojrzałe lato spotyka się z jesienią, do przełomu sierpnia i września gdy zieleń liści jest już tak nasycona i ciemna, że przełamuje się żółcią, do czerwonych, słodkich jabłek, wysuszonej, zmęczonej upałami trawy, do babiego lata i chłodnych, wczesnych już wieczorów. W taki czas z upodobaniem noszę słodkie pachnidła, feeria barw i zapachów, histeryczna obfitość przyrody, która rodzi, owocuje, namnaża się zdjęta lękiem przed nadchodzącą zimą, snem i śmiercią sprawia, że dobrze czuję się w upojnie słodkim owocowo- miodowym wonnym obłoku. Ten, o którym opowiem dziś to słodycz i światło zamknięte w butelce.
...czyli opowieści o moich fascynacjach, w zamiarze zapachowych. Choć moją dygresyjność znając będzie nie tylko o perfumach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginestet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ginestet. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 lutego 2012
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Le Boise Ginestet
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że spora część producentów perfum, także tych niszowych, to wyznawcy symetrii i dwuwartościowości. Kierując się, być może, taoistyczną filozofią i koncepcją in-yang lub też, i to znacznie bardziej prawdopodobne, bliższymi nam kulturowo i geograficznie stereotypami zakładają, że pachnidła dla kobiet winny być słodkie lub przynajmniej słodkawe, mężczyzną zaś pozostawiają wytrawności.
Mimo że nie odrzucam a priori słodyczy w perfumach uważam się za miłośniczkę zapachów i smaków wytrawnych, nawet lekko cierpkich, gorzkawych, szorstkich od garbników. Tracę więc głowę dla niektórych perfum męskich tak samo jak tracę ją dla pewnego typu mężczyzn. Bohaterowie dzisiejszej opowieści, choć obaj wytrawni, w różnych tego słowa znaczeniu, z goryczą i cierpkością nic wspólnego nie mają.
Mimo że nie odrzucam a priori słodyczy w perfumach uważam się za miłośniczkę zapachów i smaków wytrawnych, nawet lekko cierpkich, gorzkawych, szorstkich od garbników. Tracę więc głowę dla niektórych perfum męskich tak samo jak tracę ją dla pewnego typu mężczyzn. Bohaterowie dzisiejszej opowieści, choć obaj wytrawni, w różnych tego słowa znaczeniu, z goryczą i cierpkością nic wspólnego nie mają.
Subskrybuj:
Posty (Atom)