Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że spora część producentów perfum, także tych niszowych, to wyznawcy symetrii i dwuwartościowości. Kierując się, być może, taoistyczną filozofią i koncepcją in-yang lub też, i to znacznie bardziej prawdopodobne, bliższymi nam kulturowo i geograficznie stereotypami zakładają, że pachnidła dla kobiet winny być słodkie lub przynajmniej słodkawe, mężczyzną zaś pozostawiają wytrawności.
Mimo że nie odrzucam a priori słodyczy w perfumach uważam się za miłośniczkę zapachów i smaków wytrawnych, nawet lekko cierpkich, gorzkawych, szorstkich od garbników. Tracę więc głowę dla niektórych perfum męskich tak samo jak tracę ją dla pewnego typu mężczyzn. Bohaterowie dzisiejszej opowieści, choć obaj wytrawni, w różnych tego słowa znaczeniu, z goryczą i cierpkością nic wspólnego nie mają.