Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Comme des Garcons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Comme des Garcons. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 kwietnia 2014

Profumum Roma: Volo Az 686; Comme des Garcons: A New Perfum; Histoires de Parfums: Petroleum

Dziś będę wąchała klej. I nie tylko klej.
Będzie zupełnie nieperfumeryjnie.
Co nie znaczy, że nie będzie o perfumach.
Wiele lat temu moi Rodzice z przerażeniem obserwowali mnie jak zachłannie zaciągam się zapachem butaprenu. Uwierzyłam na słowo, że inhalowanie podobnymi substancjami jest raczej szkodliwe dla zdrowia do dziś jednak zdarza mi się z lubością wciągać do nosa przesycone oparami powietrze na przy dystrybutorze na stacji benzynowej albo w warsztacie szewca.
Co oczywiście nie jest niczym niezwykłym. Wielu ludzi znajduje upodobanie w tych oraz podobnych woniach. Ciekawe jak wielu z nich doceniłoby zapachy, o których chcę dziś opowiedzieć.


czwartek, 7 listopada 2013

Comme des Garcons: Black

Moje miasto pełne jest fabrycznych ruin. Walących się wspomnień po industrialnej potędze. Wystarczy przeskoczyć przez siatkę lub wejść przez ukrytą dziurę w murze zlekceważywszy kategoryczne zakazy wstępu oraz informacje, że obiekty grożą zawaleniem by znaleźć się w zupełnie innym świecie. Są tu ogromne hale z podłogami pokrytymi gruzem, puste szyby wind, rozpadające się schody, wyprute ze ścian przewody. Światło wpada przez wielkie okna z powybijanymi szybami, układa się w niekończących się korytarzach plamami jasności i cienia, wydobywa niepokojące wzory z łuszczącej się, żółtej farby którą dziesięciolecia temu pomalowano ściany.
Znam taką halę nad którą sufit zwalił się dawno temu, zostały tylko jego szczątki wiszące w próżni dookoła kilku ocalałych filarów, reszta leży na podłodze grubą warstwą gruzu, pomiędzy nim rosną młode, optymistyczne brzózki. Większość jest już wyższa ode mnie.
Albo inna hala, w innej fabryce. Do połowy ukryta w mroku, gigantyczna. Dwie ściany pozbawione są okien, ciemność jest coraz gęstsza, przecinając ją ma się wrażenie zstępowania w kolejne kręgi Piekła Dantego. Trzeba uważnie stawiać stopy, podłoga pokryta jest odłamkami szkła, jakimiś żelaznymi prętami sprytnie ukrytymi wśród gruzu. Na ślepej, ciemnej ścianie ktoś czarną farbą w spreju wymalował niechlujnie gigantyczny napis, DEWASTACJA.
To prawda, nieznany komentator utrafił w sedno. Tak się jednak składa, że ja lubię dewastację, zwłaszcza w wydaniu industrialnym. Zakradam się czasem by ją podziwiać, ostrożnie, łażę po fabrycznych dachach, wspinam się na instalacje przeciwpożarowe uważając na pułapki zrujnowanej architektury, ospałych strażników i znacznie bardziej ruchliwe grasujące bandy złomiarzy oraz wagarującej młodzieży.


wtorek, 26 marca 2013

Comme des Garcons, Series 2 Red: Harissa

Kilka dni temu sporządziłam, po raz pierwszy w mojej kulinarnej karierze, pastę harissa. Jest to pochodząca z Tunezji i Libii pikantna, gorąca jak samo dno piekło mieszanina papryczek chilli, czosnku, przypraw i oliwy od której oczy same zachodzą łzami a w co bardziej nieodpornych na kapsaicynę gardłach komórki nabłonka popełniają masowe samobójstwa. Mimo iż uwielbiam ostre smaki a moje nocyceptory przeżarte pieprzem cayenne i sosem Tabasco sporo już utraciły na wrażliwości pastę harissa dawkuję ostrożnie i z szacunkiem, tak pełna jest iście diabelskiej mocy.
Nietrudno zgadnąć, że do kulinarnych eksperymentów zainspirowała przypadkiem odnaleziona we wnętrznościach toaletki próbka Harissy, eksperymentu alfaktorycznego Comme des Garcons. I jedno powiem Wam od razu: Harissa według Bertranda Duchaufour'a pachnie zupełnie inaczej niż ogniście czerwona pasta z mojego stołu. Ale to wcale nie znaczy, że mi się Harissa nie podoba.


piątek, 22 lutego 2013

Comme des Garcons, Series 7 Sweet: Wood Coffee



Wyobraźcie sobie zapach unoszący się w miejscu gdzie miele się kawę. Wyobraźcie sobie aromat towarzyszący ręcznemu przebieraniu, suszeniu, oczyszczaniu cennych ziaren ze skórzastych, zielonych łupin a potem prażeniu i mieleniu ich przy użyciu siły mięśni, nie elektryczności. Wyobraźcie sobie starą, postkolonialną palarnię kawy zagubioną gdzieś w kolumbijskiej dżungli, miejsce, gdzie wiek XIX w pogardzie mając kalendarz rozgościł się tak wygodnie, że, choć bardzo już spóźniony, nie zamierza odejść i coraz głębiej wrasta w fundamenty, ludzką mentalność i ziemie, wraz z korzeniami krzewów kawowca.


czwartek, 22 listopada 2012

Comme des Garcons: 2 (srebrne)

Bohatera dzisiejszej opowieści otrzymałam w niespodziewanym prezencie od Justyny. Przybył pewnego mglistego poranka z ciekawą obstawą, która z pewnością doczeka się własnych opowieści. Odczytawszy z kim mam doczynienia odszukałam zapach w katalogu "znane" ale prysnęłam na nadgarstek niemalże automatycznie. No i okazało się, że dla srebrnego 2 winnam stworzyć nowy katalog w pamięci i podpisać go "znane ale nieznane".



Srebrny 2 jest piękny pięknem koszmarów, dziwnych cieni zaludniających skraje świadomości, tłoczących się pod powiekami tuż przed wybudzeniem. Chłodny, syntetyczno- roślinny, ekscentryczny jest jak przybysz z innego świata. Oszołamia obcością, innością, budzi niepokój. I zachwyca.


piątek, 7 września 2012

Comme des Garcons, Series 7 Sweet: Nomad Tea

" Czuje do kogoś miętę przez rumianek"- tak eufemistycznie nazywał doświadczającego zauroczenia i seksualnego pożądanie jeden z moich nauczycieli, doktor P., uroczy arcyoryginał.
Przypomniałam sobie to wdzięczne powiedzenie wąchając Nomad Tea, okazało się bardzo adekwatne choć nieco ambiwalentne bo ja choć poczułam miętę i rumianek dosłownie to w przenośni wcale nie doświadczyłam tego, co kryje się za zestawieniem tych dwóch roślin.



piątek, 20 lipca 2012

Serge Lutens: L'Eau Froide oraz Comme des Garcons: Dover Street Market

Dziś opowieść traktować będzie o dwóch zapachach, właściwie niepodobnych, zupełnie inaczej pomyślanych, skomponowanych z odmiennych nut zapachowych, złożonych na całkowicie różne sposoby. Mnie jednak obydwa pachnidła kojarzą się z tym:


Niezbyt to szlachetne, wyrafinowane ani godne skojarzenie dla perfum, już śpieszę by się z niego wytłumaczyć.

wtorek, 19 czerwca 2012

Odeur 71, Comme des Garcons

Wyobraźcie sobie świat całkowicie stechnicyzowany, w którym zamiast ziemi jest beton i asfalt, zamiast drzew ku niebu sięgają futurystyczne konstrukcje ze stali i szkła. Wyobraźcie sobie sterylność tego świata, jego czystość i chłód, który od niego bije. Wyobraźcie sobie nędzę, głód i nienawiść panującą w świecie autorytarnego reżimu, w którym dostęp do podstawowych dóbr jest ściśle reglamentowany, w którym obowiązuje jedna będąca w służbie władzy religia, świat, w którym kobiety są własnością państwa lub mężów a dzieci przyucza się do przemocy i prostytucji. Wyobraźcie sobie ludzi żyjących w tym świecie, zunifikowanych myślących tak samo, wyglądających tak samo, zachowujących się tak samo, zrezygnowanych, zniewolonych, pozbawionych nadziei, bezsilnych wobec opresji.


I wyobraźcie sobie teraz, że któregoś dnia na ulicę takiej szarej, betonowej metropolii wychodzi grupa starych kobiet z motykami, szpadlami na ramionach, i że zaczynają rąbać cement i asfalt aż się kruszy, rozpada i ustępuje a spod niego wygląda ziemia, świeża, wilgotna i żyzna, a z ziemi nieśmiało wychyla się zielony pęd.

piątek, 20 kwietnia 2012

Kyoto Series 3: Incens Comme des Garcons


Pustka. To pierwsze słowo, które przychodzi mi go głowy gdy myślę o tym zapachu. Bezmierna, nieograniczona, doskonale pusta przestrzeń, rozciągła i gładka, chłodna, niezmącona jak powierzchnia świeżo spadłego śniegu. Jest zarazem obietnicą ulgi, niebiańskiego spokoju i czymś niepokojąco obcym, podobna spokojność bowiem wymyka się ludzkiemu doświadczeniu i poznaniu. Koi umysł, który, bezradny, może tylko otworzyć się i chłonąć, stopić się, przyjąć w siebie tą doskonała pustkę, stać się umysłem nie-wiem, który rezygnując z analizy, syntezy, przytrzymywania jakiejkolwiek myśli po prostu istnieje i obserwuje sam siebie.




poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Avignon Series 3: Incense Comme des Garcons

Majestat. Strzelistość. Ogrom. Surowość. Piękno.
W pierwszej chwili w nos rzuca się chłodna wilgoć. Zimny, mokry kamień, stare, wilgotne drewno, zamknięta przestrzeń, strzelista i wielka ale mroczna i nieznająca słońca. Rozpięte wysoko nad głową sklepienia tworzą przestrzeń osobną, istniejącą poza czasem i ludzkim wymiarem, przestrzeń skupienia i kontemplacji, ciszy wypełnionej dziesiątkami ech, mroku, w którym pełga wiele światełek, samotności zapełnionej setkami bytów i ciał, chłodu, którego nie ogrzewa ani ludzka obecność ani płomienie świec ani miłość Boża.


Gotycka katedra. Pomnik człowieczego geniuszu ku chwale Boga. Piękno transcendentne, istniejące poza rzeczywistością poznającego, niepojęte, trwające obok czasu, samo dla siebie i samo przez się doskonałe.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...