Lubię nosić biżuterię z naturalnych pereł, które, tak jak moje ulubione bursztyny nagrzewają się ciepłem ludzkiego ciała. Mgliste, mniej lub bardziej regularne kulki, mleczne lub wybarwione nie są dla ciała czymś obcym, chłodnym metalem lub kamieniem leżącym na skórze, uwierającym, ostrym. Perły wprost stapiają się w tym, kto je nosi i pięknieją od czułości, ciepła i pełnych podziwu spojrzeń. Zapomniane w szkatułce z biżuterią i nienoszone natomiast matowieją i tracą urodę.
