Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Montale. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 marca 2013

Montale: Kabul Aoud

Choć Kabul Aoud pojawił się u mnie zaledwie trzy dni temu to już udało mu się zawładnąć moją wyobraźnią. Dowiedziawszy się, że dom perfumeryjny Pierra Montale stworzył inspirowany stolicą Afganistanu zapach, przez jednych porównywany do Black Afgano przez innych zaś do Dark Aoud, oczywiście natychmiast zapragnęłam go poznać i zapału mojego nie studziło nawet to, że Kabul Aoud w regularnej sprzedaży dostępny jest tylko w krajach arabskich, Stanach Zjednoczonych i, chyba, we Francji. Dzięki nieocenionemu Jaroslavowi (dziękuję!), dla którego w materii perfum nie ma rzeczy niemożliwych kilka kropel Kabulskiego Oudu trafiło w moje spragnione nowości ręce, wraz z całą garścią innych wonnych cudów. 
Spodziewałam się pachnidła nieco podobnego w klimacie do Burqua od SoOud i tym razem intuicja mnie nie zwiodła. Tyle że Kabul Aoud jest o wiele, wiele piękniejsze.


poniedziałek, 25 marca 2013

Montale: Blue Amber

Kilkakrotnie pisałam już tutaj, że jedną z najbardziej poszukiwanych przeze mnie nut w perfumach jest słona, naturalistyczna ambra. Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo o pachnidła, które eksplorują ten zakres widma ambry, kreatorzy- a pewnie i odbiorcy- preferują ambrę słodką, szarlotkową, zmysłową ciepłą i miękką. Zwiedziona morską obietnicą na Blue Amber od Montale polowałam już od dawna. Długo było nam nie po drodze, gdy wreszcie udało mi się ów zapach przetestować trudno było mi uporządkować swoje wrażenia bowiem perfumy te jednocześnie mnie oczarowały i rozczarowały.



piątek, 8 marca 2013

Parfumerie Generale: Intrigant Pachouli; Montale: Patchouli Leaves; M.Micallef: Patchouli

Wiosna ze mnie zakpiła i rozpłynęła się w śniegu i zimnym wietrze. Bez zagadywania oraz zbędnych wstępów zapraszam zatem na drugą część krótkich, pachnących paczulą opowieści. Część pierwszą można znaleźć tutaj.


sobota, 2 marca 2013

Montale: Black Musk


Imię, które nadał Pierre Montale swemu nowemu dziełu jest nieco mylące. W Black Musk piżma jest bowiem niewiele, dużo jest natomiast oudu, w takim wcieleniu, w jakim najczęściej pojawia się on w siermiężnych aluminiowych flakonach marki- lizolowego, aseptycznego, statycznego. Zimnego, niemal lodowatego, przywodzącego na myśl styczniową noc gdy zwiastujący bezsenność księżyc w pełni omiata bladym, chłodnym światłem pokryte grubym kożuchem śniegu pola. Blask odbija się od iskrzącej, nieskalanej ludzką stopą białości znaczonej tylko przez krzyżujące się zwierzęce tropy. Gdzieś z dali dobiega tęskne wycie. Po chwili do samotnego zawodzącego głosu dołączają kolejne... 


czwartek, 11 października 2012

Montale: Amber & Spices

Biel. Biel na ścianach, na suficie, pomalowana na biało metalowa rama łóżka. Porażająca, sterylna czystość, jaskrawa, kalecząca oczy. Biała, pachnąca środkami dezynfekującymi pościel. Biały, wiązany na plecach troczkami kitel pacjenta, który objąwszy rękami kolana skulił się na łóżko i patrzy się w przestrzeń nieruchomym, pustym od psychotropów wzrokiem.
Kraty w oknach, drzwi bez klamek, w zapomnianym gabinecie zżerane przez rdzę, wciąż pachnące prądem i potem pacjentów krzesło do elektrowstrząsów. Wyobraźcie sobie szpital psychiatryczny po dobie klasycyzmu, taki z najgorszych koszmarów. Bez Randalla McMurphy'ego za to z zimnymi, despotycznymi pielęgniarkami i obojętnymi, chętnie ordynującymi haloperidol lekarzami. Z śliniącymi się od leków pacjentami w pasach, z kaftanami bezpieczeństwa, w krzykami, majaczeniami, zawodzeniami, skargami w nocy. Tak właśnie przedstawia się oddział psychiatryczny w masowej wyobraźni, budzi niechęć, lęk, poczucie zagrożenia.
To już dawno nieprawda, oddziały psychiatryczne wyglądają i funkcjonują teraz zupełnie inaczej ale sam stereotyp, wciąż żywy i dobrze się mający jest wyjątkowo nośny bo głęboko korzeni się w ludzkich obawach i w grozie. Myślę że zainspirował też Pierra Montale.

piątek, 8 czerwca 2012

Montale: Pretty Fruity i Manga Mango

Do spółki z Pierre Montale zapraszam dziś na owocową sałatkę. Apetyczna, prawda? 

Będzie radośnie, letnio, orzeźwiająco, optymistycznie, wakacyjnie, słodko, lekko, soczyście, smakowicie i bardzo, bardzo owocowo. No i oczywiście pachnąco.
Smacznego!

czwartek, 31 maja 2012

Greyland Montale

"Nikt nie wie, dlaczego Śmierć zaczął przejawiać osobiste zainteresowanie istotami ludzkimi, z którym pracował już od tak dawna. Prawdopodobnie chodzi tu o zwykłą ciekawość. Nawet najskuteczniejszy szczurołap prędzej czy później zaczyna się interesować szczurami. Może obserwować, jak szczury żyją i umierają, rejestrować wszelkie szczegóły szczurzej egzystencji - choć sam nigdy pewnie nie zrozumie, jak to jest, kiedy się biegnie przez labirynt".

Śmierć, według Terrego Pratchetta niewątpliwie rodzaju męskiego, to antropomorficzna reprezentacja wyobrażeń ludzkich na jego temat. To ludzie nadali Śmierci kształt, to oni, mocą swojej wyobraźni, lęku i fascynacji stworzyli formę dla zjawiska starego jak samo życie. Śmierć jest więc siedmiostopowym szkieletem, z oczodołami jarzącymi się zimnym światłem odległych gwiazd, z obowiązkową kosą, przyodzianym w szatę z absolutnej czerni. A jak pachnie? Chciałabym przyoblec Śmierć Świata Dysku w zapach.

wtorek, 15 maja 2012

Full Incense Montale

"W czasie koncertu pop
pan Cogito rozmyśla
nad estetyką hałasu

sama idea owszem
pociągajaca

być bogiem
to znaczy ciskać gromy (..)"

Nigdy nie przemawiała do mnie dość powszechna na Wizażu i perfumeryjnych blogach metafora głosząca, że zapachy kadzidlane są jak muzyka metalowa. Może po prostu jej nie rozumiem lubię bowiem kadzidła jako grupę olfaktoryczną, lubię poznawać te zapachy, "przewąchiwać" je, niektóre także nosić; muzyka metalowa natomiast bezwarunkowo robi mi krzywdę w uszy. Jest dla mnie tym co pop dla pana Cogito, estetyką hałasu, krzykiem donośnym, nieuzasadnionym i bez treści. 
Jakiś czas temu jednak, na pohybel moim przekonaniom, poznałam kadzidło, które doskonale wpasowuje się w estetykę metalu, taką, jaką ja ją postrzegam i jaką ona jest dla mnie.

wtorek, 6 marca 2012

Dark Purple Montale

Jakie to szczęście, że mamy dopiero początek marca! Jakie to szczęście, że większość słodko- i nekarolubnych owadów śpi jeszcze głębokim snem zimowym! Moje wczorajsze perfumeryjne testy niechybnie przyciągnęły by do mnie wszystkie pszczoły, osy i szerszenie z promienia jakichś dwudziestu kilometrów. Mogłoby dla mnie skończyć się to tragicznie, chyba że opanowałabym umiejętność, którą posiadł człowiek na fotografii.




Wczoraj, z racji na chłodną jeszcze porę, skończyło się jedynie lekkim bólem głowy i wrażeniem bycia wytarzaną w zagęszczonym, ulepnym owocowo- kwiatowym soku. Oraz, przy tym wszystkim dość zaskakującym, wrażeniem obcowania ze wcale niezłym, choć zupełnie nie moim pachnidłem.

czwartek, 23 lutego 2012

Roses Musk Montale

Wiosna ni chybi powoli się zbliża, słońce co dnia wspina się wyżej, dni są coraz dłuższe, mrozy lżeją, śniegi topnieją, na pogotowiu i oddziałach urazowych brakuje gipsu, czytałam nawet, że gdzieś na Podlasiu na drzewach pojawiły się pączki, a do Polski poczynają wracać niektóre gatunki migrujących ptaków. Moje węchomózgowie przeczuwając pierwsze tchnienia wiosny przypomniało sobie nagle o istnieniu nut kwiatowych i o tym, że niektóre z nich nawet lubię, poczęło zatem intensywnie domagać się uraczenia go jakimś kwietnym pachnidłem. Posłuszna impulsowi pogrzebałam w posiadanych próbkach i wynalazłam nie lada gratkę- mariaż róży z piżmem, romans platoniczny, niewinny, czysty, sentymentalny i nieco egzaltowany, wprost z kart późnośredniowiecznego poematu.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...