Zastanawialiście się kiedyś jak pachniało w alchemicznym laboratorium? * Żar bijący z paleniska nad którym w tyglu wrzeszczą stopione do nieznośnej jasności metale, retorty z płonącym pod nimi wiecznym ogniem, coś tajemniczego bulgoce w nich i sublimuje, zmieniają się kolory i stany skupienia a z naczyń unosi się gryzący dym. W trzyramiennym alembiku Marii Żydówki wrze mętny płyn cuchnący siarką i rtęciowym sublimatem o piekielnych właściwościach. Omszałe księgi ustawione rzędami na półkach do których nigdy nie dociera światło dnia zdają się żyć własnym, tajemnym życiem szeleszcząc pergaminem i niespokojnie trzepocząc okładkami. Wiele z tych tomów pamięta jeszcze boga Totha i Hermesa Trismegistosa, hermetyczne symbole kreślone krwią dziewic na ich kartach wyblakły lecz to nie odbiera im mocy.
W pękatych słojach w wodach płodowych unoszą się pokraczne homunkulusy, człowieczki o wielkich głowach noworodków i przykurczonych kończynach, szparkowatymi oczami wpatrują się w ciemność oczekując na swój wieczorny posiłek z destylatu krwi.
W pękatych słojach w wodach płodowych unoszą się pokraczne homunkulusy, człowieczki o wielkich głowach noworodków i przykurczonych kończynach, szparkowatymi oczami wpatrują się w ciemność oczekując na swój wieczorny posiłek z destylatu krwi.