Kiedy byłam małą dziewczynką Ojciec z jednej ze swoich rozlicznych podróży przywiózł mi w prezencie słoik wypełniony saharyjskim piaskiem. Prócz niego otrzymałam też małą ametystową geodę i wielkiego, suszonego skorpiona. Ojciec zawsze wiedział jak mi sprawić radość.
Piach z Sahary, połyskliwy, wytrawiony słońcem, ciemnobeżowy, ze złocistymi refleksami, jest niebywale miałki, ziarna kwarcu przez wieki tarte przez wiatry, mielone różnicami temperatur rozdrobniły się do postaci pyłu o dużej gęstości nasypowej. Gdy zanurzałam dłoń w słoiku suchy pył oblepiał skórę, wciskał się pod paznokcie, tworzył delikatną rękawiczkę szorstką i aksamitną jednocześnie.
Piaszczysty, szorstki i aksamitny jednocześnie jest bohater dzisiejszej opowieści.