Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 czerwca 2012

Fam SoOud

Jedną z moich najcięższych życiowych traum są moje własne zęby. Dokuczają mi na rożne, podstępne sposoby niekoniecznie wynikające z zaniedbań czy niechęci do szczoteczki i pasty zmuszając mnie do częstego przesiadywania w stomatologicznych gabinetach. Pewnie zgodzicie się ze mną, że takie przybytki mają swój specyficzny zapach. Diabli wiedzą co się na niego składa, nie są to na pewno wyłącznie wonie środków dezynfekcyjnych, formaldehydu czy krezolu, pracuję w miejscu często zmywanym takowymi, znam ich zapach doskonale i nawet udało mi się go polubić. Woni bijącej z gabinetu zębologa polubić jednak nie potrafię i to nie tylko za sprawą emocjonalnych konotacji. Jest w niej coś odstręczającego, gryzącego, coś, co smakowo przekłada się na piekący tlenek cynku używany jako wypełnienie czasowe. Czasami podejrzewam stomatologów, że w ramach jakiegoś światowego spisku z niewiadomych przyczyn aromatyzują swoje miejsca pracy oudem. To tłumaczyłoby ceny ich usług oraz wyjaśniałoby dlaczego agar jest dla mnie tak trudną nutą.
W pachnącym bohaterze dzisiejszej opowieści odnalazłam oud właśnie w takim, najbrzydszym z możliwych, wcieleń. A nazywa się on całkiem adekwatnie...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...