Oto Ogród Rozkoszy Ziemskich Hieronima Boscha. Tak nic nie zobaczysz, musisz powiększyć obraz. Choć specjalnie zamieściłam największy dostępny w sieci rozmiar, nawet powiększywszy go maksymalnie nie zapoznasz się z tryptykiem. Możliwie dużą reprodukcję Ogrodu Rozkoszy Ziemskich trzeba mieć przed sobą, konieczna jest też lupa i dużo, dużo czasu. Na tym niepozornym zgoła obrazie, który w muzeum Prado, ginąc pomiędzy innymi arcydziełami wydaje się śmiesznie, mały Mistrz Bosch wymalował cały wszechświat. Trzy części tryptyku symbolizujące niebo, ziemię i ziemski raj wypełnione są przez fantastyczne, baśniowe stwory oraz ludzkie postacie zajęte dziwnymi, niepokojącymi lub zgoła absurdalnymi czynnościami. Centralna część tryptyku, od której imię swe zapożyczyło całe dzieło, to opowieść o zmysłowych przyjemnościach. Ludzie jedzą, flirtują, romansują, bawią się na dziwaczne, często trudne do zrozumienia sposoby, dosiadają baśniowych bestii zupełnie nieświadomi tego, co wyobrażone jest na prawym skrzydle tryptyku, Piekle. Wszyscy ci beztroscy, radośni ludzie z ogrodu ziemskich rozkoszy są w szponach grzechu, który prowadzi do najwymyślniejszych, przerażających mąk powołanych do istnienia mocą wyobraźni Mistrza Boscha.
Gdybym miała wybrać jeden jedyny obraz, ten najważniejszy, najulubieńszy, taki, który rozkręcił mi fantazję najowocniej to byłby to właśnie Ogród Rozkoszy Ziemskich. Nie dziwię się więc sama sobie, że dowiedziawszy się o nowym tryptyku Kiliana In the Garden of Good and Evil natychmiast skojarzyłam sobie go z arcydziełem Boscha i zapałałam żądzą testów, złapawszy się, jak ryba, na haczyk z własnych oczekiwań.
I rozczarowałem się całkowicie.
