Słowo "chypre" w imieniu lub linii perfum to niesłychanie skuteczny haczyk na niektóre ryby. Gdy szyprowości towarzyszy jeszcze wabiące określenie "vintage" zimna, rybia krew przyśpiesza grzejąc się w żyłach a łuski drżeć poczynają od żądzy, zupełnie niezwykłej dla stworzenia pędzącego swe życie w chłodnej wodnej toni. Keiko Mecheri zaproponowała mi dwa zapachy vintage chypre, zarówno w jednym jak i w drugim szyprowości jest jednak jak na lekarstwo, niewiele też znajduję w nich wyzwania, nonkonformizmu, mocy, gęstości, bezkompromisowości i intensywności, której spodziewałabym się po perfumach vintage.
Nie oznacza to jednak, że uważam Ume i Iris d'Agent za zapachy nieudane. Testowane symultanicznie na dwóch nadgarstkach stanowią piękne zestawienie ciepła i chłodu, światła wieczoru, miękkiego i żółtawego oraz wysokiego światła wczesnego południa, zimnego, białego, ostrego. Noszone globalnie rozgrzewają albo chłodzą powietrze wokół ciała dając wrażenie termoizolacyjnej warstwy, zupełnie niewrażliwej na warunki atmosferyczne.
Nie oznacza to jednak, że uważam Ume i Iris d'Agent za zapachy nieudane. Testowane symultanicznie na dwóch nadgarstkach stanowią piękne zestawienie ciepła i chłodu, światła wieczoru, miękkiego i żółtawego oraz wysokiego światła wczesnego południa, zimnego, białego, ostrego. Noszone globalnie rozgrzewają albo chłodzą powietrze wokół ciała dając wrażenie termoizolacyjnej warstwy, zupełnie niewrażliwej na warunki atmosferyczne.