Oud nie jest moją ulubioną nutą. Nie obawiam się zwierzęcych aspektów oudowego akordu elementy zwierzęce bowiem w perfumach zwykle lubię ale agar potrafi układać się na mnie w sposób, który wskazuje wyraźną proweniencję jego woni do zapachu stacji benzynowej albo, co gorsze, gabinetu dentystycznego. Samochodu nie prowadzę a w poczekalni u stomatologa dość się w życiu naczekałam by stwierdzić, że miejsce to nie należy do moich ulubionych na świecie. Nic więc dziwnego, że nie chcę pachnieć w ten sposób. Bohater dzisiejszej opowieści, oud, nie ma na szczęście nic wspólnego ani z benzyną ani z zębologią.