Pogoda tak paskudna jak ta dziś budzi, chyba nie tylko u mnie, tęsknotę za latem, pewnie nie tylko moją ulubioną porą roku. Ale tęsknię najbardziej nie do wczesnoletnich upałów a do czasu, gdy dojrzałe lato spotyka się z jesienią, do przełomu sierpnia i września gdy zieleń liści jest już tak nasycona i ciemna, że przełamuje się żółcią, do czerwonych, słodkich jabłek, wysuszonej, zmęczonej upałami trawy, do babiego lata i chłodnych, wczesnych już wieczorów. W taki czas z upodobaniem noszę słodkie pachnidła, feeria barw i zapachów, histeryczna obfitość przyrody, która rodzi, owocuje, namnaża się zdjęta lękiem przed nadchodzącą zimą, snem i śmiercią sprawia, że dobrze czuję się w upojnie słodkim owocowo- miodowym wonnym obłoku. Ten, o którym opowiem dziś to słodycz i światło zamknięte w butelce.