Dzisiejsza opowieść będzie nieco nietypowa dotyczyć bowiem będzie zapachu, w który nie układa się na mnie dobrze. Jest interesujący lecz nie na tyle bym chciała go nosić lub choćby pisać o nim przywołując jego ducha z wonnego limbo, w które został zesłany wiele lat temu gdy producent zadecydował o wycofaniu pachnidła ze sprzedaży. Wolę więc opisać jak niezwykle i pięknie Ebéne rozwija się na męskiej skórze, jaką opowieść snuje.
Otwiera się tak:
