Są takie nuty, które w romansie z moim węchomózgowiem kierują się logiką wprost z Alicji w Krainie Czarów, porządkiem, który można ująć w zasadę- im bardziej cię szukam tym bardziej cię nie ma. Na przykład od kilku lat szukam w perfumach herbaty doskonałej. Czarnej, gorzkiej, esencjonalnej, wrzącej od teiny. Zamiast herbaty, w herbacianych niby pachnidłach, znajduję inne nuty, często bardzo miłe mojemu powonieniu. Orzechy na przykład. Albo niepalony tytoń. Albo ożywione w niepojęty sposób drewno, jak w pachnidle, o którym chcę dziś napisać.