sobota, 2 marca 2013

Montale: Black Musk


Imię, które nadał Pierre Montale swemu nowemu dziełu jest nieco mylące. W Black Musk piżma jest bowiem niewiele, dużo jest natomiast oudu, w takim wcieleniu, w jakim najczęściej pojawia się on w siermiężnych aluminiowych flakonach marki- lizolowego, aseptycznego, statycznego. Zimnego, niemal lodowatego, przywodzącego na myśl styczniową noc gdy zwiastujący bezsenność księżyc w pełni omiata bladym, chłodnym światłem pokryte grubym kożuchem śniegu pola. Blask odbija się od iskrzącej, nieskalanej ludzką stopą białości znaczonej tylko przez krzyżujące się zwierzęce tropy. Gdzieś z dali dobiega tęskne wycie. Po chwili do samotnego zawodzącego głosu dołączają kolejne... 





Pieśń Wilka


W lodowatym powietrzu wycie wilczego chóru niesie się na wiele kilometrów. Pełen żałości skowyt przechodzący w jękliwą pieśń przenika, jak mróz, do szpiku kości, dusza zaś rezonuje nagłą tęsknotą za przestrzenią nieograniczoną murami i zaułkami, za wolnością, za zimnym powietrzem wciąganym łakomie do płuc podczas długiej, niezmordowanej pogoni za zdobyczą, za zmęczeniem i uporem parującym z futra, za słodkim smakiem świeżej krwi.
W otwarciu prym wiodą nuty przyprawowe. Szorstki, czarny pieprz oraz intensywny aromat świeżo otartej gałki muszkatołowej nie ogrzewają medycznego, oszronionego agaru lecz wydobywają z niego metaliczny, lśniący, słonawy aspekt wonnego widma. Pierwsze wrażenie czynione przez Black Musk to czystość, biel, księżycowy chłód i zimowa pustka.  
A po chwili pojawia się sierść. Piżmo, pewnie roślinne lecz i tak brudne, spocone, niepokojąco fizjologiczne złożone z ciepłą nutą skóry przywodzi na myśl futro dzikiego zwierzęcia, skołtunioną sierść z grubym puchowym podszyciem, zlepioną w kłaki przez łój, pot i brud, nigdy nie czesaną, parującą zwierzęcym ciepłem, witalnością i dzikością.
To wilk, jeszcze zziajany po wyczerpującej pogoni za zwierzyną, rozlana na śniegu ciepła krew drażni jego zmysły, głód splata się z euforią odrzuca więc łeb i z ekscytacji poczyna wyć. Emocje znajdują ujście w dźwięku, nieokiełznanym, pierwotnym; jego wycie to śpiew wyostrzonych zmysłów i zmęczonych mięśni, triumfu i zapowiedzi błogiej sytości.



Oud z wolna traci agresywność, wycisza się pozwalając by naprzód wysforowały się miękkie nuty drewna. Najedzony wilk zwija się w kłębek i zasypia dzieląc ciepło z  ciałami swych krewniaków. Ogrzewa się od niego i piżmo Black Musk stopniowo redukując się do samej puchatości, grubej jak zimowe wilcze futro.

Technicznie rzecz ujmując Black Musk to perfumy zatrzymane w połowie drogi między Dark Aoud i Amber&Spices. Mimo podobieństwa nut według mnie zapachy te zdecydowanie różni klimat: wolna od technicznej medyczności Dark Aoud i katatonicznego wyobcowania Amber&Spices Black Musk jest pieśnią dziką i nieokiełznaną, zdolną porwać ducha tęskniącego do wolności zimnych, księżycowych nocy. 


Zdjęcie pierwsze można znaleźć na blogu http://magicznanocroznosci.blogspot.com/
drugie pochodzi z http://www.livingwithwolves.org/
trzecie zaś znalazłam na http://www.treehugger.com/natural-sciences/wolves-can-help-restore-ecosystems.html

9 komentarzy:

  1. Och, tak, zgadzam się co do słowa! Ten oud był dla mnie objawieniem, właśnie poszukiwaną wersją, dość odpychającą, ale...nie mnie. Niestety, szybko dość przechodził do etapu "najedzonego wilka" i robił się typowo miękko - drzewny, w stylu isowym. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie otwarcie też jest odpychające, i to dosłownie. Ale w jakiś dziwny sposób fascynuje i przykuwa uwagę. Podczas życia zapach niewątpliwie ładnieje ale traci to "coś".
      Choć wilk zawsze zostaje wilkiem- nawet gdy jest senny i syty.

      Usuń
  2. O. Kurczę.
    Będę musiała zapolować na próbkę, bo zapach wydaje się wielce ciekawy. Wilki, oud montalowski, a nawet nazwa [ostatnio coś dziwnego dzieje się ze mną na widok wyrazu "piżmo; niechybnie ktoś mnie podmienił ;) ] - wszystko kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba po raz pierwszy dobre słowo mówię i piszę o montalowskim oudzie- wszystkie inne jego wcielenia odrzucały mnie i robiły mi krzywdę w nos.
      Black Musk jest brzydkie ale to żywioł, nie można go zlekceważyć.
      A piżma w nim niewiele.

      Usuń
  3. Bardzo zachecajaca recenzja ktora trafila w czas moich eksploracji zwierzecych.Obraz wydaje sie zawierac piewotna moc natury wzieta wrecz z obrzedu gdzie glowna role odgrywa Ayahuasca- taka moja domniemana interpretacja ;) Mam moment kiedy zaczynam doceniac wiecej wydzielin niz ambra a do tego bardzo lubie Dark Aoud ktory na mnie uklada sie bardzo plynnie. Wiec Musk moze okazac sie dobra alternatywa dla niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak miedzy nami: moją pierwszą intuicją podczas pisania tej opowieści było odwołanie się nie do wilka ale do wilkołaka. Kierowało mną nie skojarzenie z okrucieństwem czy dziwnością ale własnie przejście, transgresja miedzy tym co ludzkie a tym co zwierzęce; przekroczenie granicy miedzy racjonalnością a metafizyką.
      Ja Dark Aoud nie lubię -i to całkiem silną antypatią. Jednak Black Musk coś we mnie poruszyło- wcale nie animalnymi nutami bo nie ma ich wiele w tym pachnidle. Ale jakąś nieokiełznanością, dzikością.

      Usuń
  4. Rybko przepraszam,że pod tak świetną recenzją ja o czymś zupełnie innym ale czas mnie nagli, a nie wiem kogo mam się poradzić, błagam, poradź szybciutko co wybrać: 31 Rue Cambon, Bois des Iles czy No 18 od Chanel! Decyzję muszę podjąć dziś do północy, a zachowuję się jak osiołek któremu w żłobek dano! Chcę WSZYSTKO, a mogę tylko jedno albo wybiorą za mnie........

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzeno, po mojemu, według mojego gustu Bois des Iles. Ale wybór niełatwy bo wszystkie wymienione zapachy trzymają poziom- cokolwiek wybierzesz to będzie dzieło sztuki.

      Usuń
  5. Przetestowalem i jestem pod wrazeniem. A ono ksztaltowalo sie z kazdym kolejnym psikiem..
    Nie od razu uznalem wielkosc tej niezbyt rozbudowanej i na pozor przewidywalnej kompozycji, ktora przy pierwszym kontakcie powodowala dystans i chec porzucenia.
    Dzis juz wiem ze oswajajac sie nieco, czujac nieoczywisty ale sprawczy potancjal kierujacy w strone glebszego poznania, docenilem to co magiczne w tym Pizmie ktore dla mnie ma tu hipnotyzujace wcielenie.
    Tak wiec zaczne sie bardziej interesowac propozycjami Pierre'a... ;)

    Gdybym za sprawa tylko nut mial wybierac, to obstawiam ze nie zwrocil bym uwagi na ten zapach ale za sprawa twojej (dla mnie kontemplacyjnej) recenzji mialem ta sposobnosc i skusilem sie na test.
    Dziekuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...