wtorek, 31 stycznia 2012

Opium Yves Saint Laurent

Są takie zapachy, które chciałbym polubić. Chciałabym by dobrze układały się na mojej skórze, bym pięknie nimi brzmiała. Są nuty, których szukam w różnym wcieleniu, łudząc się, że w końcu znajdę takie, które naprawdę mi się spodoba; są perfumy, wokół których krążę miesiącami albo całymi latami testując, kupując flakony i puszczając je w świat. To w sumie dość głupie świat bowiem pełen jest różnego asortymentu pachnideł, ich wybór jest tak bogaty, że mogę wręcz kąpać się w bardzo "moich" zapachach i im poświęcać tylko czas, uwagę i miejsce na mojej skórze zamiast gonić za fantazmatem piękna, które nie jest  moim pięknem. Ale moja obsesyjna natura do mądrych nie należy wiele więc muszę jej wybaczyć, między innymi tą nieracjonalną skłonność. A czynię to tym chętniej, że zdarza się, rzadko po prawdzie ale jednak, że duch mój odniesie zwycięstwo nad upartą materią zapachu i nagle jakieś pachnidło objawi mi w końcu swoją magię.
Tak się własnie stało z bohaterem tej opowieści. No, prawie. 

sobota, 28 stycznia 2012


Miałam czternaście lat gdy usłyszałam w radiowej Trójce I'm your man Leonarda Cohena. Pieśń brzmiała a ja, pamiętam to doskonale, wstrzymywałam oddech zasłuchana w niski, schrypnięty, zmęczony głos, wsłuchując się w słowa, starałam się nie uronić ich sensu. Miałam poczucie, że oto obcuję z czymś niezwykłym, z prawdziwą poezją, namacalną, realną, będącą przekutymi na słowa doświadczeniami emocjonalnymi i duchowymi o sile dla mnie niepojętej, przekraczającej wyobrażenie. 

czwartek, 26 stycznia 2012

Rousse Serge Lutens

Żadna chyba przyprawowa nuta zapachowa nie jest w mojej wyobraźni sprzęgnięta tak silnie z kolorem co cynamon. No, może z wyjątkiem szafranu. Wąchając szafran czuję kolor jasnej, nasyconej żółci, gdy wącham cynamon moje powonienie pieści zapach koloru rdzawo- rudego, jego nasycenie zależy od faktury i kształtu cynamonowej nuty a jego natężenie od jej intensywności.  Bardzo chciałam poznać wonnego bohatera dzisiejszej opowieści wyobrażając sobie, że będzie to rdzawo- rudy burzowy obłok, groźne sirocco, rycząca, cynamonowa potęga, tuman pyłu gany wiatrem. 

wtorek, 24 stycznia 2012

J'Ose Jose Eisenberg

Marshall McLuhan twierdził, że reklama jest najwspanialszą formą sztuki XX wieku. Nie mogę zgodzić się z tym twierdzeniem mimo wielkiego szacunku dla tez McLuhana i jego samego jako naukowca i wizjonera, upieram się, że sztuka istnieje w oderwaniu od rynku i konsumpcji. Niemniej nie mogę nie zauważyć, że to co dzieje się między dziełem a produktem coraz częściej przybiera naprawdę wyrafinowaną formę będącą czymś więcej niż prostą i oczywistą zachętą do wydania pieniędzy na konkretne dobro. Świetnym na to przykładem jest spot reklamowy Campari sprzed paru lat. O, ten:


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Dziś, zamiast o zapachach, będzie o dźwiękach, muzyce, o magii ludzkiego głosu. O niezwykłym wydarzeniu, w jakim dane mi było wczoraj uczestniczyć.




piątek, 20 stycznia 2012

Chapeau Bleu Marina Picasso

Marina Picasso jest kobietą wielu talentów. To artystka , pisarka, jest głęboko zaangażowana w działalność charytatywną społecznicą, jest też kreatorką perfum. Słynny dziadek, Pablo po swej śmierci w 1973 roku pozostawił jej nie tylko kolekcję swych prac: obrazów, rysunków, grafik, ale także sięgającą jej wczesnego dzieciństwa traumę obcowania ze sobą, geniuszem- potworem. Trauma ta nie ominęła nikogo z jej rodziny, Picasso doprowadzał kobiety do szaleństwa lub samobójstwa, życie próbował sobie odebrać także jego wnuk. Picasso, narcystyczny do granic obłędu egocentryk gdy kochał- dręczył, truł, wypełniał swoim rozdętym ego cała przestrzeń tak, że brakowało już miejsca dla kogokolwiek, czegokolwiek innego. 

czwartek, 19 stycznia 2012

Poison Christian Dior

"A gdy się zejdą, raz i drugi,
kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością,
bardzo się męczą, męczą przez czas długi,
co zrobić, co zrobić z tą miłością".
Agnieszka Osiecka

Chciałabym opowiedzieć o zapachu miłości. Ale nie tej miłości pierwszej, naiwnej i sentymentalnej, nie platonicznego zauroczenia, pełnego westchnień i tajemnych schadzek, nie miłości lekkiej jak wiosenna bryza, nie uczucia zastanawiającego się "czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie" a o uczuciu, które spada spadająca nagle jak piorun sycylijski. 

środa, 18 stycznia 2012

Histoire d'Eau Mauboussin




Eden, Rajski Ogród. Pod Drzewem Wiadomości Dobrego i Złego stoi piękna i naga Ewa a na jej ramionach zmysłowo owija się Wąż i syczy Ewie do ucha kuszące, zatrute pokusy:
-Zewij, ssszerwij jabłko, zjedz ssss, bądź podobna bogom sss...
Ewa wyciąga dłoń po owoc, dorodne jabłko kołysze się na gałęzi, czerwone, kuszące, pachnące słodyczą. Ewa już trzyma je w dłoni i nagle z obrzydzeniem spostrzega, że w jabłku aż roi się od robaków, tłustych i lśniących!
Szybko wypuszcza owoc z dłoni i z nagłą niechęcią zrzuca z ramion Węża...




poniedziałek, 16 stycznia 2012

Le Boise Ginestet

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że spora część producentów perfum, także tych niszowych, to wyznawcy symetrii i dwuwartościowości. Kierując się, być może, taoistyczną filozofią i koncepcją in-yang lub też, i to znacznie bardziej prawdopodobne, bliższymi nam kulturowo i geograficznie stereotypami zakładają, że pachnidła dla kobiet winny być słodkie lub przynajmniej słodkawe, mężczyzną zaś pozostawiają wytrawności.
Mimo że nie odrzucam a priori słodyczy w perfumach uważam się za miłośniczkę zapachów i smaków wytrawnych, nawet lekko cierpkich, gorzkawych, szorstkich od garbników. Tracę więc głowę dla niektórych perfum męskich tak samo jak tracę ją dla pewnego typu mężczyzn. Bohaterowie dzisiejszej opowieści, choć obaj wytrawni, w różnych tego słowa znaczeniu, z goryczą i cierpkością nic wspólnego nie mają.


piątek, 13 stycznia 2012

Parfum Sacre Caron

Starożytny Egipt to kolebka europejskiej kultury. Dziecicami Egipcjan byli Grecy, spadkobiercami Greków -Rzymianie, a my przecież czerpiemy z obu tych cywilizacji.  Fascynuje mnie sposób w jaki w kulturze tej sprzęgała się nauka i religia. Egipcjanie, którzy stosowali aż trzy rodzaje pisma, od znaków graficznych będących uproszczonymi wizerunkami swoich znaczeń aż do alfabetu egipskiego czyli znaków dwudziestu czerech spółgłosek pewni byli, że wynalazcą pisma jest bóg Thot. Potrafili zakonserwować ciało na wieki przez długi i żmudny proces balsamowania zwłok a twierdzili, że nauczył ich tego bóg Anubis. Mieli ogromne osiągnięcia w dziedzinie medycyny, astronomii, matematyki, architektury- a zasługi za to wszystko przypisywali odnośnym bogom. A do tego wszystkiego to właśnie Egipcjanie wymyślili monoteizm.


Dla mieszkańców doliny Nilu zapach był bardzo ważny bo nieprzyjemnie pachnieć oznaczało tyle, co -być grzesznym. Wonności Egipcjanie składali więc bogom w ofierze,  znali i stosowali pachnidła, żuli wonne pastylki by zapobiegać przykremu zapachowi z ust a na uczty nakładali na peruki grudki przesyconego aromatami tłuszczu by podczas gorącego wieczoru topiły się z wolna i zapewniły miły zapach aż do rana.

czwartek, 12 stycznia 2012

Cedre Serge Lutens

"Piękno jest zawsze dziwaczne. Rzec nie chcę, iż jest dziwaczne w sposób dobrowolny i na zimno, bo w takim przypadku byłoby potworem, wykolejonym z torów życia. Mówię, że zawiera zawsze odrobinę dziwaczności, która sprawia, że szczególnie jest piękne.
                                                                                                                                   Charles Baudelaire

Jest pewien szczególny rodzaj piękna, taki, jakim piękne były mitologiczne potwory,   chimera, Scylla, Meduza; piękna niezaprzeczalnego choć niemal szokującego innością, osobnością, wywołującego szok i zachwyt jednocześnie, fascynację i lęk, pożądanie i zgrozę. Dla mnie perfumeryjnym wcieleniem tego szczególnego rodzaju piękna jest bohater dzisiejszej opowieści.

środa, 11 stycznia 2012

Lucifer no 3 Damien Bash

Zanim poznałam bohatera dzisiejszej recenzji naczytałam się o nim co niemiara. I to naczytałam niemal samych negatywnych rzeczy. Że to zapach sknocony po prostu, bez ładu, składu, harmonii i myśli przewodniej. Że obiecujące nuty razem zmieszane efekt końcowy dają znacznie poniżej oczekiwań nakręconych dodatkowo chwytliwą nazwą i mrocznym entourage. Że to dzieło megalomańskie, znane jedynie dzięki trafnemu PR- owi,  gniot po prostu. A ja nadal chciałam go poznać. Za nic sobie miałam negatywne opinie bo kusiła mnie nazwa, nie przejmując się więc ostrzeżeniami zabiegałam o próbkę. Zdobywszy ją wreszcie ze sporym trudem triumfalnie zaaplikowałam zapach na skórę i zamarłam....

wtorek, 10 stycznia 2012

Ambra Etro

Dziś spadł w moim mieście pierwszy tej zimy śnieg. Pod bielą zniknęła brzydota nagiej ziemi, przegniłej roślinności i wszechobecnych śmieci. Świat na chwilę stał się jasny, czysty, nieskalany. Aby go uhonorować wybrałam na dzisiaj jedną z moich ulubionych ambr, zapach, który producent opisuje jako woń ciała kobiety w jej przedślubną noc, gdy czystość miesza się z pragnieniami i pożądaniem. Choć dla mnie perfumy te z dziewiczością nie mają nic wspólnego.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Le Baiser du Dragon Cartier

Długo zastanawiałam się jaki właściwie jest Smok z Cartierowskiego Pocałunku.
Czy to nasz swojski Smok Wawelski? Nieee... Smok europejski, mówiący głosem Seana Connerego i zdolny do oddania człowiekowi połowy swego serca? Też nie.
A może Smok orientalny, chiński, japoński symbol mądrości i oświecenia? Kuszące, ale to także nie mój Smok.

środa, 4 stycznia 2012

Messe de Minuit Etro

Oto kolejny zapach absolutnie wyjątkowy dla mnie zapach. Poznanie go było dla mnie skokiem na głęboką perfumeryjną wodę, szokiem, zdumieniem, zachwytem. A te emocje wciąż nie wygasły i mimo że noszę to pachnidło już od dość dawna i nie wyobrażam sobie mojej toaletki bez flakonu...

wtorek, 3 stycznia 2012

Spirit of the Tiger James Heeley

Koty nigdy nie pozostawiały ludzi obojętnymi. Domowy mruczek czy groźny, ryczący lew, nieważne, ludzie przypisywali i przypisują tym zwierzętom właściwości magiczne, wpisują je w porządek symboliczny swoich kultur oswajając i trzymając w domach lub uciekając przed nimi , czcząc jako inkarnacje bóstw lub w bestialski sposób zabijając jako wcielenie złego ducha. Koty fascynują nas zachwycając swoim pięknem i wdziękiem i budząc grozę drapieżnością i siłą. Z takiej ambiwalencji emocji i postaw narodziło się, jak myślę, pachnidło o którym chciałabym dziś opowiedzieć.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Mitsouko Guerlain

Chciałabym rozpocząć zapachem dla mnie absolutnie wyjątkowym. Uznawana jest za zapach trudny, wiele znawczyń perfum nie przepada za tym pachnidłem, niektórym wręcz śmierdzi. Ja nosiłam ją od dawna, sporadycznie i z umiarkowanym entuzjazmem. A któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie doświadczyłam satori. Poznałam Mitsouko, dotknęłam jej nieoczywistego piękna i tak oto stała się ona moim własnym olfaktorycznym sukkubem.

Witaj.

Lady Jessicka, jedna z bohaterek powieści Diuna Franka Herberta mawiała, że początki winny być czasem pedanterii i dokładności, czasem, w którym należy zadbać o to, by wszystko znalazło się na swoim miejscu.
Niestety, nigdy wcześniej nie prowadziłam bloga. Tworzenie szablonu kosztowało mnie wiele czasu, przekonałam się, że blogowanie wcale nie jest tak łatwe jakim się zdaje komuś, kto nigdy tego nie robił. Dlatego, mimo moich najlepszych chęci i starań pełno tu braków, błędów i niedoróbek, będę starała się poprawiać je w miarę nabywania wiedzy i doświadczenia.

Chciałabym pisać o mojej fascynacji zapachami. O mojej odysei przez przebogaty świat perfum, wrażeniach, impresjach, skojarzeniach, o tym wszystkim czego doświadczać możemy poprzez zmysł powonienia. A że nos mój kaleki jest i niezbyt subtelny obcując z pachnidłami angażuję i inne moje zmysły, przywołuję wspomnienia, zaprzęgam do pracy wyobraźnię. Toteż, jak myślę, opowieści będą pewnie nie tylko o perfumach. 
A jak będzie w istocie, cóż, zamierzam się przekonać.
Jeśli zechcesz sprawdzić to ze mną, zapraszam, bądź moim gościem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...