Obsession to olfaktoryczny odpowiednik dobrego koniaku. Dosłowności i dokładności odwzorowania zapachu, jaki Obsesja przybiera na mojej skórze mógłby jej pozazdrościć każdy wolumin zapachowej biblioteki Demeter. Bogaty bukiet, głęboki bursztynowy kolor i moc mącenia myśli przypominają trunki kupażowane przez najznamienitszych maître de chai"
Ale Obsession zaczyna się wcale nie koniakowo i wcale nie szlachetnie. Pierwsze nuty kojarzą mi się z samogoniarnią ukrytą gdzieś w pełnej kurzu i pleśni piwnicy gdzie rośli, silni mężczyźni o nieświeżych oddechach i zamiłowaniu do najtańszych, kioskowych wód kolońskich wlewają do niewyparzonej i brudnej dzieży zacier, w którym szalejące drożdże przerabiają mąkę na alkohol.
Ale Obsession zaczyna się wcale nie koniakowo i wcale nie szlachetnie. Pierwsze nuty kojarzą mi się z samogoniarnią ukrytą gdzieś w pełnej kurzu i pleśni piwnicy gdzie rośli, silni mężczyźni o nieświeżych oddechach i zamiłowaniu do najtańszych, kioskowych wód kolońskich wlewają do niewyparzonej i brudnej dzieży zacier, w którym szalejące drożdże przerabiają mąkę na alkohol.