Dżin z flakonu.

Dżin z sykiem wyleciał z sampla niemal parząc mi skórę, kilka kropel pachnidła osiadło na moim ciele a zapach, intensywny, potężny, głośny otoczył mnie całą. Kadzidło frankońskie o temperaturze wrzenia skontrastowane chłodną, wyciszoną żywicą labdanum stanowi istny żywioł, otwarcie Incense Pure jednocześnie parzy i chłodzi, mam wrażenie, że labdanum doprawione jest odrobiną mentolu, która studząc dodaje zapachowi ostrości.
Nie spodziewałam, że tak delikatnym dotknięciem atomizera wyzwolę taką potęgę!
Kadzidło w Incense Pure wcale nie jest czyste. Mam wrażenie, że dymi ze skóry tłustymi smugami, że jest ubrudzone żywicą, ziemią, mokre wilgocią wyżętą z dębowego mchu, trochę podobne do tego z Holy Smoke z biblioteki zapachowej Demeter. Ale jednocześnie kadzidło to nie traci frankońskiej jasności, przejrzystości, strzelistości, jest monumentalne niby gotycka katedra a jednocześnie żywe, ruchliwe, szeleszczące, niepojęte jak glosolalia, dziwne, święte ale pozbawione wymiaru transcendencji, ludzkie jak opowieść. Po kilku chwilach intensywność otwarcia przycicha nieco, zapach, nie tracąc swojej potęgi wycisza się odrobinę, dżin milknie i niespodziewanie miękko układa się na skórze. Spod gęstych kłębów kadzidlanego dymu przecierają się nuty drzewne, jasny cedr, chropowate i suche drewno sandałowe i odrobina drzewnej słodyczy, mój nos upiera się że to gwajak.
Incense Pure w tej fazie pachnieć poczyna podobnie jak L'Eau Trois Diptyque, drzewnie, introwertywnie; śliska od wosku, niepiwniczna paczula i dębowy mech dodają pachnidłu lesistości i cienistości. Kadzidło jednak wcale nie znika, raczej przyczaja się bliżej skóry, łasi się do ciała, mruczy, drży i żarzy się gotowe na powrót buchnąć kłębiastym płomieniem. Z wolna pachnidło ulega kolejnej magicznej transformacji, lesistość zmienia się w żywiczność, paczula ustępuje miejsca słodkawej elemi a zapach ogrzewa się i odrobinę wysładza ambrą i wanilią. Nie staje się przez to bardziej ułożony, ot dżin z flakonu ogrzany ciepłem ludzkiej skóry odnajduje człowieka w sobie. Nie przestaje jednak być dżinem, to, że ukazuje nam ludzkie oblicze nie oznacza, że możemy pozwolić sobie by igrać z jego mocą, na zawsze pozostanie istotą z innego świata, jest nią nawet wtedy gdy miękko owija się nam wokół szyi i mruczy do ucha niezrozumiałe inkantacje, brzmią jak kołysanki, ale może to zaklęcia lub klątwy, któż to wie...
Pachnidło Laurie Erickson jest magiczne i w magiczny sposób mnie oczarowało. Nie jest to zapach miły, ładny, uniwersalny, jego ciężar łatwo może przygnieść tego, kto nie okaże szacunku jego mocy. Dżin z flakonu, obcy a jednocześnie bliski i wytęskniony fascynuje i pociąga. Mam nadzieję, że zechce spełnić moje trzy życzenia.
No, wystarczy, że spełni jedno.
Pragnę całego fakonu tej pierwotnej potęgi.
Działaj, magio!
Ilustracja pierwsza to praca Davic'a Genie's Lamp. Więcej obejrzeć można tu: http://www.stevenhorner.com
Ilustracja druga pochodzi z http://sen-sennik.pl/sennik-kadzidlo/
Ilustracja trzecia pożyczona jest z http://www.judagdynia.pl/tag/dar-serca/
A znasz Fireside Intense SSS? Jeśli nie, gorąco polecam poznanie - cudowny Smok!
OdpowiedzUsuńOjej, na mnie ta niecnota zadziałała podobnie ;)
OdpowiedzUsuńI pożądanie zagnieździło się w mym umyśle tak bezczelnie, że głos wewnętrzny, nie wiedzieć kiedy, od rozważań "chcę mieć flakon" zaczyna przechodzić do "jakie działania przedsięwziąć, aby zdobyć flakon" ;)
Aileenn, nie znam. Ale skoro mówisz, że warto- poznam na pewno.
OdpowiedzUsuńAkiyo nasze wewnętrzne głosy mogłyby śpiewać w jednym chórze- tak są zgodne. Być może Twój głos ma bardziej konstruktywne pomysły jak wcielić pożądanie w czyn, i zechcesz się podzielić nimi ze mną. W razie czego zgłaszam swój entuzjastyczny akces w przedsięwzięciu.
Rety.
OdpowiedzUsuńMam tak samo. Pragnę i pożądam. :) Ale cóż w tym dziwnego, skoro kolana same się uginają przed taką mocą? Oraz pięknem; piękno także ma znaczenie. ;)
Niech ta Laurie wreszcie wejdzie na polski rynek! :>