niedziela, 22 kwietnia 2012

David Watkin& King's Consort: Vivaldi- The Complete Cello Sonatas

Myślisz, że znasz muzykę Vivaldiego? Pomyśl. Na pewno znasz. A teraz pomyśl drugi raz. Byłam przekonana, że całkiem nieźle rozeznana jestem w twórczości tego kompozytora do chwili, gdy w ręce moje i uszy trafiły jego sonaty na wiolonczelę. Nie wiemy dokładnie ile Vivaldi ich napisał, do naszych czasów ocalało dziewięć. To wspaniałe dziedzictwo, o wiele mniej znane niż, powiedzmy koncerty skrzypcowe o przesławnych Czterech Porach Roku już nawet nie wspominając. Zaskakujące bo sonaty na wiolonczelę wcale nie brzmią jak Vivaldi. Pozbawione charakterystycznej dla tego twórcy barokowej ornamentalistyki, przepychu, bogactwa i muzycznych zdobień, gwałtownych zmian tempa są wyciszone, niemal medytacyjne, harmonijne i przemyślane, chwilami brzmią niemal jak muzyka epoki romantyzmu.





Od kilku dni, właściwie przez cały czas towarzyszy mi muzyka z płyty wytwórni Hyperion The Complete Cello Sonatas Davida Watkina i muzyków King's Consort, mam jej pełne uszy i serce. Wydawnictwo nie jest żadną nowością, pojawiło się na rynku w roku 1995 (reedycja w 2009 roku), w moje ręce zaś trafiło przypadkiem. Nigdy wcześniej nie słyszałam gry Davida Watkina, nazwisko tego wiolonczelisty było mi zupełnie nieznane- jednak King's Consort nigdy mnie nie zawiódł, ich Kantaty Bacha to jedna z moich ulubionych płyt, zaufałam więc "marce" i zamówiłam The Complete Cello Sonatas w ciemno. Tym chętniej, że bardzo lubię brzmienie wiolonczeli, "instrumentu kontemplacyjnego", który wspaniale oddaje różne wyciszone nastroje, od głębokiej melancholii, smutku, tęsknoty aż do pobożnej, pokornej adoracji. No i przepadam wręcz za Vivaldim i chcę poznać całą twórczość tego kompozytora.




Zachwyciłam się.
BBC Music Magazine napisał, że sonaty w wykonaniu Davida Watkina brzmią nudno i akademicko. Recenzenci BBC na pewno mają lepsze przygotowanie muzyczne, bardziej wyćwiczone i subtelne ucho niż ja, może to wyjaśnia dlaczego ja nie mogę usłyszeć ani akademickości (nie za bardzo też umiem sobie wyobrazić jak miałaby brzmieć) i absolutnie nie czuję nudy słuchając. Przeciwnie, zachwyca mnie niebywale miękkie, pieszczotliwe niemal brzmienie wiolonczeli Watkina. Ponieważ nie wiemy dokładnie jakie instrumenty przewidział Vivaldi do towarzyszenia wiolonczeli artyści z King's Consort wykorzystali pochodzące z epoki i często pojawiające się w orkiestracjach Vivaldiego teorbę, klawesyn, lutnię czy gitarę barokową i efekt, tak na mojego ucho, i podług mojej wrażliwości, jest lepszy niż znakomity, harmonijny, spójny, zgodny z duchem epoki.
Muzycy wierni są duchowi epoki, w których powstawały sonaty, miękko i uważnie odpowiadają wiolonczeliście, grając nie śpieszą się, każdy dźwięk ma czas by w pełni wybrzmieć bo interpretacji King's Consort obca jest wszelka frenetyczność i pośpiech, który wkrada się ostatnio do wielu wykonań muzyki barokowej. Mnie, gdy słucham, zdaje się, że każda sonata ma budowę szkatułkową a artyści, grając otwierają muzykę, nieśpiesznie, delektując się refleksyjnym nastrojem samych kompozycji.
Wszystko to wydobywa z muzyki Vivaldiego niebywały liryzm i czyni słuchanie jej przeogromną przyjemnością, oddziałującym na wyobraźnie doświadczeniem, które uspokaja, wycisza i zachwyca pięknem.
Warto wspomnieć też o znakomitej jakości wydawnictwa Hyperionu. The Complete Cello Sonatas to album dwupłytowy, dopracowany także od strony graficznej, a co najważniejsze, świetnie, bardzo rzetelnie wytłoczony. Nie jest szczególnie tani- kiedy już uda się go znaleźć (bo, jak się okazało, nie jest też łatwo dostępny)-  przyjemność jego słuchania wynagradza wszelki zachód.





Ilustracja pierwsza to okładka płyty
Ilustracja druga, zdjęcie Davida Watkina pochodzi ze strony: http://www.answers.com/topic/david-watkin-classical-musician



4 komentarze:

  1. Oj, pozazdrościłam! Pamiętam, że grałam sonatę Vivaldiego w zamierzchłych czasach, ale wtedy moja dojrzałość muzyczna była na poziomie ślimaka, a dostęp do nagrań żaden. Będę polować - może mnie natchnie do odkurzenia wiolonczeli ,która pachnie dokładnie jak Ginestet Le Boise:)
    pozdrawiam wizazowo mamulka

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Mamulko,
    teraz to ja pozazdrościłam. Umiejętności gry na wiolonczeli oczywiście, umiejętności wyczarowywania cudownego dźwięku z tego pięknego instrumentu. Ja umiem grać tylko innym na nerwach a moją niezdolność i dwie lewe ręce uważam za coś w rodzaju kalectwa- nie dotkliwego może bo przecież mogę słuchać muzyki, a to lubię najbardziej. Ale wspaniale byłoby móc panować nad dźwiękiem, tworzyć go, rzeźbić, kształtować.
    Nigdy nie wąchałam wiolonczeli. Dotykałam ale głupio było mi obwąchiwać ją przy ludziach- to już bardzo intymny kontakt z instrumentem. Le Boise to jeden z moich ulubionych zapachów a woń wiolonczeli ma chyba nad nim jedną przewagę- podejrzewam, że jest trwalsza.
    Mam nadzieję, że Ci się nagranie Davida Watkina spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Anno.
    Dziękuję, że podałaś mi adres swojego bloga. Na perfumach, jak wiesz, nie znam się wcale, ale dzielnie sekunduję Ci w pasji muzycznej. Może zechcesz kiedyś pożyczyć mi płytę Watkina, bardzo jestem jej ciekaw. Ale nie ma pośpiechu, nacieszcie się nią spokojnie na razie Wy, Ty i Z. Ze swej strony polecić mogę wykonanie Ophelie Gaillard i służę oczywiście swoją fonoteką.
    Pozdrawiam.
    Michał.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Michał,
    jest mi bardzo, bardzo miło, że zechciałeś zajrzeć. Oczywiście, że Watkina Ci użyczę, przywiozę na nasze spotkanie podczas majowego weekendu. Może przy tej okazji poznam też interpretację Gaillard?
    Do zobaczenia.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...