wtorek, 2 października 2012

Norma Kamali: Incense

Napędzona Blood Concept moja wyobraźnia krąży nieustannie wokół zapachów budzących silne acz niekoniecznie pozytywne emocje, zapachów trudnych, nieładnych, dziwacznych. Wśród wszystkich takich, które znam najmniej wdzięcznym a najbardziej charakterystycznym jest niewątpliwie Incense Normy Kamali.
Nim jednak opowiem o samym zapachu zapraszam na chwilę muzyki:





Historia nieszczęsnego Carlo Gesualdo da Venosy

Książę Carlo Gesualdo da Venosa urodził się prawdopodobnie w 1566 roku, w czasie gdy włoski renesans w muzyce był w pełni rozkwitu. Od dzieciństwa ogromnie muzyką zainteresowany był wybitnym multiinstrumentalistą, do naszych czasów ocalała jego sława  lutnisty i kompozytora.



Życie da Venosy było jednak naznaczone piętnem tragedii. W wieku niespełna dwudziestu lat poślubił swoją kuzynkę, donnę Marię d'Avalos, która nudząc się niepomiernie z poświęcającym całe dnie i całe noce muzyce mężem niedługo po ślubie z da Venosą nawiązała romans z innym księciem, Fabrizio Carafatą. Pewnego dnia, gdy Gesualdo był rzekomo na polowaniu nieostrożni kochankowie dali się podejść i zostali złapani in flagranti. Zdradzony mąż, który o romansie Marii dowiedział się od pretendenta do jej łoża, którego zalotai wzgardziła zmusił Carafatę by ten przebrał się w suknię kochanki później zaś zabił oboje, w furii zadając Marii kilkadziesiąt ciosów. Ciała zaś wystawił, ku przestrodze i zgrozie, przed pałacem. 

Choć był księciem miał świadomość, że podwójne morderstwo nie ujdzie mu na sucho, pochodzenie gwarantowało mu co prawda brak sankcji prawnych obwiał się jednak zemsty rodziny żony lub bliskich jej kochanka. Uciekł więc z Neapolu do swojego zamku w Gesualdo i przez następne dwadzieścia siedem lat, aż do chwili swej śmierci pędził życie wygnańca i pustelnika. Zabrał zwłoki żony, podobno zabalsamował je i odmawiał całymi latami pochówku nie mogąc się rozstać z ukochaną choć niewierną kobietą.



Na swym dobrowolnym wygnaniu, samotny i pogrążony w żałobie komponował już wyłącznie trudne do wykonania madrygały, w tekstach zawierając całą swą rozpacz i cierpienie. Słychać te emocje i dziś, poprzez wieki, i na wieki ocalały w muzyce.


Gdyby ta opowieść miała zapach pachniałaby Incense. Incense to potęga labdanum, oszałamiająca, zapierająca dech w piersi, wyciskająca łzy z oczu, straszna. Incense to pogorzelisko, poczerniała ziemia przysypana solą. Incense to palone ziarna kminu, syczące, czerniejące w płomieniu z woni czystka i dzikiego galbanum. Incense wreszcie to dym, wciąż żarzące się zgliszcza dawnego, znanego, obróconego w popiół świata.



Drapieżne, mroczne i gęste pachnidło Normy Kamali angażuje wszystkie zmysły, oblepia skórę brudnym, tłustym, gryzącym dymem, wciska się go gardła dławiąc jak ukryta złość. Zdaje się, że to smoła płonie, węgiel wytrawia się na koks, że to samo ogień piekielny buzuje w Incense a podsycają go jęki i skargi cierpiących męki wieczyste grzeszników. Gdzieś przy skórze smuży się gorzki zapach wędzonych w dymie ziół ale ginie w kakofonicznym, głośnym dymnym sercu, gorącym jak tron samego Księcia Piekieł. A pomiędzy potęgami wije się jakaś żywica, balsamiczna, jedwabista kojarząca mi się z rytuałami pogrzebowymi i balsamowaniem zwłok, maskująca słodkawy zapach rozkładającego się ciała.

Długo płonie Intense na skórze, oporne upływowi czasu jak rozpacz, uparte jak rozczarowanie. A gdy cichnie wreszcie, po wielu, wielu godzinach pozostawia na skórze popielisty powidok, słodkawy od mirry, miękki, ciepły i pełen czułości.


Ilustracja pierwsza przedstawia oczywiści księcia da Venosa. Nie wiem czyjego pędzla jest ten portret, znalazłam go na http://www.dziennik.com
Ilustracja druga to obraz Boscha, Chrystus zstępujący do limbo.
Oba przytoczone utwory wykonywane są przez Hilliard Ensemble.

12 komentarzy:

  1. Na mnie Incense jest mroczne i gęste, jest też trwałe i mocarne. Na szczęście brak rozpaczy, kakofonii i zgliszcz. Ten zapach kojarzy mi się z bezpieczeństwem, szaro-czarnym ciepłym płaszczem i surową, niezmienną potęgą Potrójnej.
    Piękny jest, a tak dawno go nie nosiłam. Dziękuję za przypomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po prostu Incense nie jest mój, fascynuje mnie ale przytłacza i męczy pachnąc piekielnie- jakby w piekle opałem były żywiczne krzewy czystka.
      Ale zmierzch to kadzidło ma piękny. I może już w na wpół zamarłym zapachu ja potrafię znaleźć echa tego o czym piszesz.

      Usuń
  2. Och, och, aż zadrżałam jak zobaczyłam tytuł ;) Incense to jeden z moich ulubieńców (cokolwiek to może świadczyć o mojej osobie...). Tylko do recenzji się zebrać nie mogę, ale obrazek mam dobrany podobny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też Bosch? Nieziemski jest i myślę, że jego wizje świetnie Incense ilustrują. A jeśli to pachnidło ciekawie się na Tobie układa, zazdroszczę.
      I czekam na pachnącą Incense opowieść.

      Usuń
  3. A ja nie znam Incense, ale jako fanka Venosy jestem zachwycona wpisem!!! Rzeczywiście jego muzyka zaskakuje nagłymi dysonansami, ale dla człowieka XXI w to ledwie muśnięcie struny głosowej:) Stawiam na gładką ambrę posypaną lekko popiołem!
    mamulka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamulko pokochałabym Incense gdyby było ambrą muśniętą popiołem. Dla mnie muzyka da Venosy pełna jest emocji, skoków i postępów i dysonansów. Czytałam też tłumaczenia niektórych testów- są trochę w klimacie Dies Irae, ciężkie, przepełnione smutkiem, lękiem i obawą przed sądem.
      Ja także jestem fanką Venosy, tym bardziej cieszę się że wpis Ci się podobał.

      Usuń
  4. Tadam! Kolejny raz! Kolejny raz idziemy tą samą drogą. Rozpacz, beznadzieja, gniew. Tadam, tadam, tadam!
    Uwielbiam Cię, Trzy Ryby!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam Twoją opowieść Sabbath, mistrzowska, jak zawsze. Cieszę się kolejną zbieżnością naszych myśli i skojarzeń.

      Usuń
  5. Ale pasuje, de Venosa do Normy, naprawdę. Chyba już skądeś znam to skojarzenie (skąd?) ale nie zmienia to faktu, że świetnie je zestawiłaś.
    Choć aż tak gwałtownych uczuć w Kadzidle Kamali nie znajduję. W mniejszych ilościach robi się naprawdę ciepłe i nasycone, jakby nawet łagodne. Ale to tylko pozór, Incense nigdy nie stanie się puchatkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może trafiłaś na to skojarzenie w katalogu KWC? Umieściłam je tam jakiś czas temu.
      To o czym piszesz znajduję w zmierzchu zapachu, wtedy Incense jakby łagodnieje, jak człowiek który pozwala wreszcie rozwiać się zadawnionej urazie,z którego ciała znika napięcie i usztywnienie.

      Usuń
  6. Nie znam tego zapachu i pewnie gdyby nie Twój opis chętnie bym go poznała :P
    Wbił mi się w mózg ten fragment o zabalsamowanych zwłokach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, to dość nośny motyw, łatwo zapada w pamięć :) Podobnie jak Incense, trudno zapomnieć to pachnidło.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...