piątek, 11 kwietnia 2014

Carner Barcelona: Cuirs

Lubię woń skóry. Nawet bardzo lubię.
Skóra w spisie nut włącza wyostrza moją uwagę i koncentruje zmysły. Odnalazłszy ją już wiem, że chcę dane perfumy poznać. A jeśli skóra pojawia się jeszcze w imieniu pachnidła to czuję się jak ryba złapana na wędkę swojej namiętności.
Cuirs zaś kusiło potrójnie. Skóra, drewna i labdanum. Trzy wędki dla trzech ryb. MUSIAŁAM poznać i MUSIAŁAM pokochać. Ale opowieść dla zapachu wcale nie chciała się pojawić w mojej głowie. Bo choć to niewątpliwie skóra, to jakaś dziwaczna....






Inny wymiar piękna

Kreator twierdzi, że Cuirs ma przypominać mienioną erę warsztatów rzemieślniczych, gdzie wypełniający powietrze dym z fajek przenikać miał woń świeżo wyprawionej skóry w towarzystwie przypraw i aromatów szlachetnych drewien. Uparcie próbowałam nakierowywać moje skojarzenia w tą stronę ale mnie warsztaty rzemieślnicze kojarzą się raczej z gryzącymi woniami klejów i rozpuszczalników poza tym, myślałam,ci rękodzielnicy, garbarze albo kaletnicy musieli jeść nieustannie karmelki, dużo karmelków i dlatego w Cuirs wciąż przewija mi się ta słodka nutka białych, twardych cukierków.
W końcu, gdy już prawie straciłam nadzieję, opowieść wyłoniła się z mojej wyobraźni sama.
Wyłoniła się jak dziwny, obcy stwór z morskich głębin.



Otwarcie jest ...niezwykłe. 
Już pierwszy wdech powietrza przesyconego Cuirs uruchamia mój wewnętrzny detektor dziwności kojarząc się mi, nieco absurdalnie, z nalewką na lateksie. Już tłumaczę: to taka osobliwa woń alkoholu etylowego i lekkich frakcji gumy, tego, co w zapachu gumy sugeruje rozciągliwość, giętkość. Wraz z odparowywaniem alkoholu olfaktoryczna aluzja do lateksu płynnie przekształca się, pozostaje wrażenie elastyczności, sprężystości znika natomiast gorzkawy posmak chemii. To co było syntetycznym materiałem staje się się skórą a właściwie nie skórą a obciągniętym skórą ciałem.
Ciałem doskonale fertycznym bo pozbawionym kości, zmiennokształtnym, przelewającym się w sobie obcym ale żywym. Czarnym ale opalizującym purpurą, głęboką śliwką i ciemnym brązem, zdolnym wybuchnąć kolorem w każdej chwili w reakcji na emocję czy dotyk. 



Głęboki, nienaturalnie lśniący oud oscyluje między wcieleniem "technicznym" a zwierzęcym, niemal fizjologicznym cały czas jednak pozostaje śliski, gładki i chłodny, niczym szkło. Jego bliskość deprymuje i kusi jednocześnie, obiecuje i ostrzega, każe trzymać dystans a zarazem zachęca by podejść bliżej, powąchać, posmakować, polizać... Jego dotknięcie przywodzi na myśl kontakt z istotą z innego świata albo wizji Gigera, z przybyszem z odległej planety albo mieszkańcem niezbadanych głębin ziemskich oceanów. Giętka, ruchliwa, pozbawiona kości macka przesuwa się po twarzy delikatnie niczym dłoń ślepca, miękkie przyssawki dociskają się do ciała a ich ucisk jest niepokojący i perwersyjnie podniecający zarazem. Śladem tego dotyku jest smuga gęsiej skórki a lęk i fascynacja tworzą głęboki, podobny do paraliżu trans, kiedy to chciałoby się uciekać ale nie sposób zrobić nawet kroku.


Na drugą warstwę zapachu składają się przyprawy. Wyraźnie czuję ich obecność jednak wobec potęgi agaru wydają się one być niedostępne dla zmysłów, odległe albo zamknięte za szkłem. Kremowe, aksamitne nuty drewien mienią się intensywną, skarmelizowaną, mleczną słodyczą i nutka ta sprawia, że łagodnieje niepokój i kładą się na ciele zjeżone nienaturalnym oudem włoski. Zapamiętany z dzieciństwa słodki aromat białych landrynek jest jak most ponad tym co niezwykłe, niepokojące, obce. Tajemniczy stwór, przybysz z innego świata o kształcie tak zmienno-dziwnym, tak innym nagle okazuje się jakby bliższy. Jak potwór, którym straszono nas gdy byliśmy dziećmi. Przed którym chowaliśmy się pod stół albo naciągaliśmy kołdrę na głowę.
Teraz, przywołany zapachem z otchłani pamięci, stwór nie budzi już lęku.
Jego wspomnienie ma słodki smak mlecznych karmelków dzieciństwa.

Pod warstwą drewien tlą się delikatne nuty dymne. Ich żar pozostaje ukryty, miast ciepła daje tylko złotą aurę. Cień zapachu palonych jesienią liści. Bogaty akord podsuszanego tytoniu wtulony w spektrum zapachu zamszowej skóry. Ślad wytrawnej, erotycznie prowokującej wanilii. Balsamiczne żywice, kumarynowe fasolki tonka, popieliste, gorzkie labdanum pocięte ostrym, zielonym cypriolem. Pod spodem zaś kremowe, miękkie piżmo.



Cuirs jest zapachem o wiele mniej spowinowaconym ze skórą niż wskazywałoby na to jego jednoznaczne imię. Rozczarować się tym pachnidłem jednak nie sposób. W pierwszej fazie fascynuje osobliwym, niezrozumiałym pięknem w drugiej zaś tym, jak bliskie i ludzkie może okazać się piękno z innego wymiaru.
Nawet jednak wtedy gdy oswojony już obcy ułoży się na ciele, gdy wtuli się w naturalne zagłębienia skóry, gdy przycichnie do intymnego wonnego szeptu nadal przenika mnie wrażenie przyśpieszającej puls podniecającej niezwykłości.

Wtulam więc nos w nadgarstki i zachwycam się.



Ilustracja pierwsza pochodzi ze strony http://flaker.pl . Wbrew pozorom nie są to macki ośmiornicy a fotografia fragmentu...krzesła.
Ilustracja druga to już prawdziwa ośmiornica. Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.pleimo.com
Autorem trzeciej ilustracji jest Kaistek. Więcej zdjęć można znaleźć w galerii artysty https://www.etsy.com/shop/KalstekPhotography
Kolejna ilustracja to obraz Hansa Rudolfa Gigera Li I (kobieta ma twarz Li Tobler)
Autorką ostatniej ilustracji jest Franceco Sambo. Więcej prac artysty można znaleźć na jego stronie internetowej http://www.francescosambo.com/


4 komentarze:

  1. Ostatnio odkryłam, że coraz bardziej zachwycam się skórą w perfumach. Co prawda Cuirs nie znam ( jeszcze, mam nadzieję:D) ale mam i zachwycam się Cuir de Russie od Chanel, którą dla własnych potrzeb nazwałam "morderczą skórą".
    Bardzo się cieszę, że wróciłaś:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam co prawda Cuir de Russie ale "mordercza skóra" budzi moje zainteresowanie. Ja tak mogłabym nazwać Parfum de Peau albo Private Label Jovoy. Cuirs to skóra dziwna i łagodna.
      Gdybyś chciała przetestować którąś (lub wszystkie) z wyżej wymienionych skór służę

      Usuń
    2. Bardzo chętnie:)) ja też mam dla Ciebie kilka nowych zapachów do testów. Jak tylko dotrą do mnie atomki wyślę Ci. Między innymi sklep cynamonowy i morderczą skórę:D

      Usuń
  2. Prośba o pomoc w wyborze:)
    Sympatyczna Pani, w sympatycznej perfumerii poleciła mi dwa zapachy:
    1) Isabey L'Ambre de Carthage,
    2) Carner Barcelona Cuirs.
    Nabyłem próbki, testowałem naprzemiennie i... I nie wiem. Obydwa piękne. Ale mogę sprezentować sobie tylko jeden. Który?
    Grzegorz

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...