środa, 17 lipca 2013

Diptyque: Eau Duelle oraz Atelier Cologne: Vanille Insensee

Dwie wanilie. 
Miały mi się nie spodobać.
Na ogół nie przepadam za dominującą wanilią w perfumach, spożywczą, budyniowo tępą, duszącą i nieokrzesaną. Lub też za waniliną na sterydach, ulepnie słodką i zalepiającą. Brr.. 
Oczywiście nie wszystkie zapachy z nutą wanilii mam za koszmary. Okiełznana, mądrze wprzęgnięta między inne nuty wanilia i mnie czasem okazuje piękniejsze oblicze, raz leniwie zmysłowe, aksamitnie miękkie, innymi razy lśniące głębokim skórzastym dymnym brązem lub uwodząca słodyczą albo otulająca fizycznym niemal wrażeniem słonecznego ciepła. Tak, wanilia jako dopełnienie kompozycji potrafi być piękna. Ale zanim nie poznałam Eau Duelle nie wierzyłam, że składnik ten może być sercem, osią kompozycji, która nie będzie ani płaska, ani nudna, ani dusząca, ani męcząca. 



 "Widziałam już koty bez uśmiechu - (...) - ale uśmiech bez kota widzę po raz pierwszy w życiu."*


Gdy po raz pierwszy powąchałam spryskany Eau Duelle nadgarstek pomyślałam sobie: jak wanilia może być aż tak piękna?


Eau Duelle to zapach, w którym wyeksponowano wszystkie piękne oblicza wanilii starannie ukrywając jej mniej urodziwe aspekty. Jasna, złocista wanilina zespolona płynnie z dymną, ciemną i lśniącą wanilią burbońską tworzy ramy zapachu, ramy wypełnione grudkami niepalonego kadzidła, na które ktoś cisnął garść przypraw, niby kuchennych i kulinarnie się kojarzących lecz w towarzystwie wanilii wytracających wszelkie swe spożywcze konotacje. Zielony, zamszowy kardamon lekko drapie w gardle, gdzieś w tle udaje mi się znaleźć odrobinę oleistej bergamoty i różowego pieprzu. 
Uprzedzam tych, którzy Eau Duelle nie znają: to nie jest wcale skomplikowany zapach. Nie sprawia wrażenia kompozycji wycyzelowanej, misternej i złożonej. Nie ewoluuje spektakularnie, nie zaskakuje. Nie jest dziwaczny.


Wygrzewa się ospale na skórze, pręży po kociemu, przeciąga grzbiet, mruży oczy. Futro, lśniące, jedwabiste w dotyku podbite jest grubą warstwą puchatej i miękkiej wanilii podpalanej słodkim dymem.
Wszystko w Eau Duelle jest nieśpieszne, leniwe i senne. Zapach ewoluuje z prędkością opieszałego lodowca odsłaniając z wolna aromat herbaty, wędzonej, ciemnej lapsang ciągnącej za sobą złocisty, subtelnie ambrowy woal. Waniliowe ramy ciemnieją, marszczą się zmysłowo i lśnić poczynają oleiście niczym świeżo zebrane strąki. Dymna, gęsta słodycz finiszu zapachu jest Po prostu urocza. Przywodzi mi na myśl te chwile, które dzielą jawę i sen; leniwe, półświadome drzemki gdy do puszczonych wolno myśli wkradają się majaki senne a rzeczywistość rozciera się w gęstej materii marzeń. Półprzytomne dotknięcie tego drugiego ciała po tylko by upewnić się że jest obok.

Eau Duelle nie jest "moim" zapachem. Nie umiałabym nosić go globalnie dzień w dzień. Ale w długi, letni wieczór kilka kropli zaaplikowanych w zagłębienie między piersiami sprawia, że czuję się szczęśliwa.



Warkocz bóstwa bez głowy**


Gdy po raz pierwszy powąchałam nadgarstek spryskany Vanille Insensee pomyślałam sobie: jak to może być jeszcze piękniejsze niż Eau Duelle? 
Choć pewnie nie pomyślałam tak od razu. Pierwsze kilka minut Vanille Insensee jest dość uciążliwe ze względu na nieco sztucznie i tanio brzmiące cytrusy powleczone warstwą politury do drewna. Warto jednak przemęczyć się te parę chwil by poznać serce zapachu, w którym ciemna, tłusta i dymna jednocześnie wanilia spotyka się z chropowatym, wyschniętym, rozpękniętym ze starości drewnem. Sztukowana ambrą wanilia rozsadza twardą warstwę politury i przez pęknięcia i szczeliny sączy się ku górze dymnymi nitkami. Przez chwilę towarzyszy jej chropowata, tłuczona kolendra osiadająca na skórze grubym, drażniącym zmysły nalotem, później zaś kolendra znika na jej miejsce zaś pojawia się akord osnuty wokół dębu i dębowego mchu. Nie przywodzi on jednak na myśl żywego, potężnego drzewa a raczej wyschnięte bale wytrawionego przez powietrze drewna skropionego atramentem lub też posąg pradawnego, zapomnianego już całkiem bóstwa, popękany ze starości, ze śladami odchodzącej płatami, wyblakłej farby. Przed zapomnianym majestatem dawnego boga, w opuszczonej świątyni na wpół szalony, pełen rozpaczy kapłan odprawia misterium, w którego moc wierzy już tylko on sam. Jego rytualne szaty są stare i połatane a w długą brodę wplatały się listki, gałązki, okruchy jedzenia. Kapłan klęka, stóp rzeźby krzesze iskry i zapala kilka grudek pachnącego wanilią, słodkiego kadzidła.


Smużki dymu wzbijają się spiralnie ku stropowi, dotykają twarzy bóstwa muskają ślepe i puste źrenice, osiadają słodką, oleistą warstwą na spękanym drewnie ust a później rozpraszają się gdzieś w mroku.

Gdzieś w tyle wyczuwam jeszcze ziemistą ale chrupką wetiwerię oraz kilka przełamanych sosnowych igieł. Trudno mi jednak skoncentrować się na tych nutach gdyż moim nosem i wyobraźnią całkiem zawładnęła cudnie dymna, mistyczna wanilia. Chwilami miękka i słodka, chwilami ciemna, niemal skórzasta. Piękna.

*Cytat pochodzi z Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla
** drugi tytuł pożyczyłam sobie od Zbigniewa Herberta, z wiersza Kapłan
Dwie pierwsze ilustracje to kadry z filmu Alicja w Krainie Czarów Tima Burtona
Ilustracja trzecia pochodzi z bloga DE neeraj http://deneerajdestinations.blogspot.com
czwartą zaś można znaleźć na http://www.flickr.com/photos/hiranyamm/6695335483/

12 komentarzy:

  1. Wanilia, jak uważam, może mieć równie wiele wcieleń jak drewno sandałowe, kadzidło, cynamon czy jaśmin. A kiedy jeszcze wystarczająco utalentowany perfumiarz ma odpowiednio oryginalny na nią pomysł, możemy otrzymać coś naprawdę rewelacyjnego. :)
    Zaś Eau Duelle to naprawdę przyjemne, dobrze pomyślane pachnidło. Lubię takie mrocznawe wanilie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda, podpisuję się pod wszystkim co napisałaś. Tyle że mnie osobiście łatwiej jest znaleźć coś dla siebie spośród woni osnutych na drewnie sandałowym, kadzidle czy cynamonie niż na tych, w których prym wiedzie jaśmin, jabłko czy konwalia. Albo wanilia.

      Usuń
  2. Do Eau Duelle dopiero się przymierzam - jeszcze jej nie znam , natomiast Vanille Insensee niestety mnie dusi i nie czuję nic z tego , co tak pięknie opisałaś :( ma wyjątkowo - jak dla mnie - niefortunne połaczenie ambry z kadzidłem , dające coś podobnego do niecierpianej przeze mnie lutensowskiej tabazy . Gryzienie i drapanie w nos i gardło zabija wanilię :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero gdy przeczytałam Twoje słowa uświadomiłam sobie to podobieństwo do bazy Lutensa. Racja.
      Może mnie się tabaza wydaje bardziej gęsta, esencjonalna, spoista. Ale i tak ją lubię może dlatego spodobało mi się Vanille Insensee. No i wanilię czuję cały czas.

      Usuń
  3. Nie przepadam za wanilią, ale Eau Duelle całkiem miło mi się nosi (no może noszeniem ciężko to nazwać, bo stosuję wielce umiarkowanie: kropla tu lub ówdzie i nie za często).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy więc na Eau Duelle podobny patent.

      Usuń
  4. Kiedyś, na studiach, nosiłam w zasadzie tylko wanilię (i Eden). To musiało być straszne dla otoczenia. I jakoś wanilia mi się nie przejadła, ale tylko w specyficznym wydaniu a la Vanilla Fields. Zapachów wymienionych nie znam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vanilia Fields pamiętam jak przez mgłę. Był taki czas, że zapach ten był dla mnie synonimem luksusu i wyrafinowania. Teraz kojarzę go jako monolityczną, ciemną słodycz lekko odchyloną w kierunku gourmand.

      Usuń
    2. Dla mnie Vanilla Fields to zapach tramwaju - na początku lat 90 pachniała tym co trzecia kobieta , aż się niedobrze robiło , bardzo popularne były i niedrogie . Zapach może i ładny był , ale jego wszechobecność skutecznie mnie do niego zraziła . Teraz mogłabym go wąchać wyłącznie z sentymentu do lat młodości - ale nie nosić .

      Usuń
    3. Ju - to na pewno nie było straszne , pamiętaj , że wtedy nie było perfum typu kompocik , więc zapach mocny i zdecydowany to była norma :)

      Usuń
    4. Z tamtych czasów ja pamiętam straszliwe Kobako. I jeszcze Masumi- ale to chyba było później. No i chanelki mojej Mamy, Piątka pachniała równie strasznie jak Kobako ale miała znacznie ładniejszy flakonik.
      Bardzo słodką wanilią, chyba właśnie Vanilia Fields pachniala natomiast moja matematyczka w podstawówce. Matematyka jest daleko poza moimi możliwościami więc się chyba jakoś negatywnie na ten zapach uwarunkowałam.

      Usuń
    5. Witam :) Mam pytanie, opisujesz wersję edp czy edt? Katarzyna Sz.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...